Wywiad z Beatą Sadowską oraz recenzja książki „I jak tu nie biegać?”

fot. Robby Cyron

Beatę Sadowską możesz znać z radio lub telewizji. Poza byciem dziennikarką Beata jest także matką i biegaczką. Jak każdy ma bardzo dużo zajęć, a mimo to znajduje czas na treningi i pisanie książek. Dla mnie Beata jest wspaniałą reklamą biegania. Na zdjęciach zawsze ubrano kolorowo, uśmiechnięta, radosna. Chyba nie da się lepiej pokazać jak fajne jest bieganie i ile może dawać radości i energii.

Nie znam Beaty osobiście, chociaż spotkałyśmy się na jednym biegu w 2009 roku, ale bardzo ją lubię za pozytywną energię, która z niej tryska :) Dlatego zaprosiłam Beatę do wywiadu specjalnie dla Jak Zdrowo Żyć :) Zapraszam!

Poniżej znajdziesz również moją opinię o książce „I jak tu nie biegać?”.

I jak tu nie biegać

.

Wywiad z Beatą Sadowską

Maria: Biegłyśmy wspólnie w 2009 podczas akcji promującej bieganie “Cała Polska Biega”. Pamiętam, że biegło nas wtedy tylko kilka osób, teraz biegaczy widać na ulicach każdego miasta. Kilka lat temu biegacze byli pokazywani palcami i obrzucani różnego rodzaju komentarzami.

Od jak dawna biegasz? Jak wspominasz swoje biegowe początki? Czy również spotykałaś się z nieprzyjemnymi komentarzami?

Beata: Moja biegowa przygoda zaczęła się dwanaście lat temu. Tak, zdarzało mi się słyszeć: „Gdzie łańcuch?” albo „Urwałaś się ze smyczy?”. To się zmieniło. Na szczęście. Jeśli jeszcze nie-kibice przestaną narzekać, że biegowe imprezy blokują miasto, to już naprawdę będzie bardziej niż super.

.

M: Jeszcze kilka lat temu, mało kto w pracy rozumiał moją pasję do biegania, zawsze padały pytania o to co wygrałam. Tak jakby liczyło się tylko zwycięstwo. Teraz w tej samej firmie jest prężnie działająca sekcja biegowa, licząca ponad sto osób. Czy myślisz, że Polacy potrafią już odnaleźć radość płynącą z samego biegania, ruchu na świeżym powietrzu, bez presji bycia najlepszymi?

B: Całkiem niedawno napisałam na moim blogu beatasadowska.com o tym, żeby nie robić religii z biegania. O tym, że dla jednych kółko wokół własnego bloku to taki wyczyn jak dla innych ultramaraton. Jedno i drugie jest OK. Ściganie się na „życiówki” to nie moja bajka. Wolę spokojnie, dla frajdy i endorfin. I naprawdę nie mam schrzanionego dnia, jeśli pobiegłam najwolniejszy maraton w życiu.

.

M: Czym dla Ciebie jest bieganie? Jaką odgrywa rolę w Twoim życiu? Na zdjęciach jesteś zawsze roześmiana i radosna. Zawsze dobrze się bawisz, czy walczysz również o nowe życiówki?

B: Walczę z własnymi słabościami, to przede wszystkim. Pewnie, że cieszy mnie każdy rekord, ale to nie jest dla mnie esencja biegania. Cieszę się, że po prostu chce mi się chcieć, że jestem w stanie przegonić lenia zza kołnierza i wyjść na trening. Bieganie to czas tylko dla mnie, zdrowy egoizm, oddech, łapanie myśli za ogon. Czas, kiedy mózg zwalnia. Bezcenne.

.

M: Swoją postawą, radością jesteś najlepszą reklamą ruchu i zdrowego trybu życia. Napisałaś dwie książki “I jak tu nie biegać?” i “I jak tu nie jeść?”, czy planujesz już kolejną?

B: Mam jeszcze jedną pasję, która jest mi bardzo bliska, więc…

.

M: Wiele osób chciałoby zacząć biegać, lepiej się odżywiać ale ciągle brakuje im czasu. Co poradziłabyś takim osobom (pracującym po 8 godzin dziennie i dodatkowo wychowującym dzieci)? Od czego zacząć? Jak radzisz sobie z pogodzeniem pracy, wychowaniem dziecka i regularnym treningiem?

B: Czasami sobie nie radzę i to też jest OK. Jeśli już połkniemy biegowego bakcyla, okaże się, że jesteśmy w stanie tak zorganizować dzień, żeby wyjść na trening. Nie oglądam telewizji, więc mam czas, który inni spędzają przed ekranem. Wolę pogadać niż ślęczeć z nosem w komputerze, więc umawiam się z przyjaciółką na bieganie. Zdrowe jedzenie? To naprawdę proste i wcale nie zajmuje więcej czasu od śmieciowego. Do pracy można je zabrać w pudełku. Wszystko jest kwestią decyzji w głowie i w serduchu.

.

M: “I jak tu nie jeść” to książka o zdrowym odżywianiu. Jak określiłabyś swój sposób odżywiania? Na co zwracasz szczególną uwagę? Czy eliminujesz jakiś rodzaj produktów?

B: Im mniej tablicy Mendelejewa w składnikach jakiegoś produktu, tym lepiej. Staram się jeść to, co sezonowe, kupuję w eko-sklepach, unikam przetworzonej żywności. Moja kuchnia? Głównie warzywa, kasze, ryby. Orzechy i różne oleje: od rzepakowego, przez lniany po taki z pestek dyni. Dania są zdrowe i ekspresowe. Popisowa zupa  krem z cukinii robi się w osiem minut. Tak, robi się – niemal sama :) Zostałam naczelną magazynu „Dbam o zdrowie” – tam też pokazujemy, że zdrowo nie oznacza nudy i godzin spędzonych w kuchni. To naprawdę może być frajda!

.

M: Czytałam, że jesteś w trakcie przygotowywań do triatlonu? Skąd ten pomysł? Na jaki dystans się szykujesz?

B: O nie, nie strasz! Jestem ambasadorką triathlonu w Gdyni i szykuję się do połówki. Boję się jak cholera, ale kocham sportowe wyzwania, więc nawet jeśli zamknę stawkę, i tak będę mega szczęśliwa.

.

M: Czy myślisz, że triathlon ma szansę stać się w Polsce tak popularny jak bieganie?

B: Myślę, że triathloniści gonią biegaczy. Pakiety do Gdyni znikają w tempie pakietów na najbardziej popularne biegi. To może pospolite ruszenie. I dobrze, byle z głową!

.

M: Dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia w życiu i sporcie :)

.

I jak tu nie biegać

.

I jak tu nie biegać? – recenzja

Książkę „I jak tu nie biegać?” kupiłam w prezencie dla mamy, z nadzieją, że znajdzie w sobie motywację i zacznie wychodzić regularnie na treningi. Mama przeczytała pierwsza, a potem przyszła kolej na mnie :)

Od samego początku książka bardzo mi się spodobała, z powodu dużej ilości pięknych zdjęć. Zdjęć na których widać radość z biegania. Możesz mi uwierzyć, że wcale nie jest łatwo zrobić takie zdjęcie. Sama mam tylko kilka zdjęć w trakcie biegu, które nadają się do pokazania, na reszcie wyglądam jakbym cierpiała, radości tam nie widać wcale. A u Beaty piękne zdjęcia z biegów masowych i jeszcze piękniejsze z biegów w najróżniejszych miejscach na świecie. Bo przecież bieganie to nie tylko wyścigi, to także godziny samotnych treningów, w pięknych okolicach, chwile które pamięta się bardzo długo.

Poza zdjęciami, Beta pokazuje także jak czerpać radość z biegania od pierwszego kilometra. Nie pisze o walce o wyniki, życiówki, ale o czystej radości z biegania. Czytając tę książkę ma się ochotę wyjść z domu na trening, wsiąść w samolot i lecieć na drugi koniec świata aby wystartować w opisywanym przez autorkę biegu (np. w Tokio).

W książkę wplecione są również porady trenera. Porady przeznaczone raczej dla początkujących biegaczy, ale doświadczonym też przyda się przypomnienie (np. o rozciąganiu, czy ćwiczeniach wzmacniających).

Całość tworzy książkę, którą czyta się szybko i z przyjemnością. Polecam :)

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *