Beka z wegan i wegetarian – historia obrazkowa

14

Świat nie znosi monotonii. Ludzie nie znoszą monotonii. Szczególnie w Polsce, gdzie trzy różne osoby mają 4 różne opinie na ten sam temat. Wegetarianizm czy weganizm nie są tutaj wyjątkiem, co sprawia że przeglądając internety trafiam czasami na zabawne obrazki czy historie ilustrujące podejście ludzi do diet wegetariańskich i wegańskich. Często takie wpisy są tagowane jako #bekazwegan lub #bekazwegetarian :)

.

Bez moralizowania, pełna powaga

Nieee, nie będę tutaj moralizował, pouczał czy krytykował. To nie w moim stylu. Jeśli wdaję się w dyskusję, która nie jest dyskusją czysto filozoficzną, to wolę opierać się na argumentach, niepodważalnych faktach, takich z którymi trudno jest dyskutować. Dziś jednak zabraknie nawet tego. Dziś będę doceniał kreatywność ludzką, bo ona nigdy nie przestaje mnie zaskakiwać :)

Oto krótka historia słowno-obrazkowa z alternatywnego życia weganina:

Jak wiecie jakiś czas temu (ponad 2 lata) zdecydowaliśmy z Marysią, że jedzenie białka zwierzęcego (czyli mięsa i nabiału) jest zbyt mainstreamowe. Postanowiliśmy zostać hipsterami żywieniowymi.

Było to szczególnie trudna przede wszystkim dla mnie, faceta. Długo biłem się z myślami, rozważając wszystkie za i przeciw, ale w końcu logika zwyciężyła. Stwierdziłem, że jeżeli będę jadł to samo co wszyscy inni, to nigdy nie zostanę mistrzem świata. Z ciężkim sercem postanowiłem zamienić posiłek prawdziwego mężczyzny:

na coś, co nie wygląda być może zachęcająco na pierwszy rzut oka (trochę przypomina rzygi…):

ale gdy się tego spróbuje, to okazuje się że… smakuje również jak rzygi.

Odwrotu jednak nie było. Niezwłocznie zakomunikowałem rodzinie, znajomym oraz całemu światu że w moim kalendarzu pojawiło się nowe święto – dzień w którym stałem się weganem. Wszyscy okazali się niezwykle wyrozumiali. Podziwiali moją odwagę i klepali mnie po plecach wirtualnymi lajkami na Facebooku.

 

Początki były trudne, ponieważ w naszym pięknym kraju nie ma zbyt wiele jedzenia dla wegan. Już po kilku dniach nauczyłem się, że jak idę do marketu to od razu muszę udać się w najciemniejszy kąt, taki do którego nikt nie zagląda, nawet światło, a półki są oblepione pajęczyną. Nauczyłem się również, że na kasie trzeba walczyć o swoje i nie dać sobie zabierać zdobytego z trudem jedzenia tylko dlatego, że nie ma go w komputerze, jest przeterminowane i wygląda jak zdechły szczur. Przecież bym zdechłego szura nie wziął!

Czułem się nierozumiany. Czego się spodziewałem obierając własną ścieżkę? To było do przewidzenia. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że w wielu kwestiach ludzie mieli rację:

 

Pierwsze chwile zwątpienia przyszły po wizycie u babci. „Jak tak można bez mięsa? To nieludzkie. Człowiek musi jeść mięso.” Niby tak – pomyślałem, ale słowo się rzekło i babcia czy nie babcia, trzeba być twardym. Droga do mistrza świata jest wyboista. Mimo wszystko jednak gdzieś w podświadomości ziarno zwątpienia zostało zasiane. Po nocach zacząłem miewać koszmary:

Co gorsze moi znajomi zorientowali się już (jedzą mięso, bystrzejszy umysł mają) że to nie chwilowy wybryk tylko że ja tak na serio, długoterminowo. Zaczęło się nękanie, szkalowanie, presja psychiczna, społeczna, zgniatanie jaj i wykręcanie sutków. Drobnym złośliwościom nie było końca:

Na szczęście żona mnie wspierała. Tylko ona mnie rozumiała i dodawała mi sił. Gdy płakałem wieczorem roniąc rzęsiste łzy była przy mnie i wspierała mnie z całych sił. Jednak gdy pewnego dnia po wstaniu z łóżka zobaczyłem to:

wtedy żarty się skończyły. Zrozumiałem, że dłużej tak nie można i muszę coś zmienić. Są granice hipsterstwa, których nie ośmielam się przekraczać. Czasami dobrze jest zanurzyć choć jedną stopę w mainstreamie. Nie mogłem jednak poddać się całkowicie. Nie mogłem porzucić tej ścieżki, którą obrałem i której z takim wysiłkiem się trzymałem. Miałbym to wszystko zostawić i tak po prostu, zwyczajnie wrócić do bycia zwykłym mięsożercą?

Głowiłem się nad tym bardzo długo. Zasięgałem porad najlepszych joginów na świecie. Byłem nawet u samego Dalajlamy, ale akurat go nie było. W końcu mnie olśniło. Mięsożercy mają się za takich mądrych. Mają nas, wegan, za nienormalnych. Trzeba więc dopasować mój wzorzec zachowania do ich wyobrażenia i wtedy wszystko powinno wrócić do normy. Jak to zrobić? Wystarczy sprawić by faktycznie uwierzyli, że jestem całkowicie szurnięty, bez piątej klepki!

No i podziałało. Jak ręką odjął :) Znów można spokojnie żyć i nie trzeba codziennie rano kasować 50 mejli z groźbami śmierci. Co za ulga! :)

.

A tak na serio…

Tak na serio, to mam niezły ubaw z tych obrazków, które co jakiś czas spotykam. Wiem, że część społeczeństwa absolutnie nie wyobraża sobie życia bez jedzenia mięsa. Wiem też, że inni po prostu ignorują mój wybór. Szanują go, ale nie są zainteresowani zmianą z różnych powodów. Jeszcze inni są ciekawi, zazwyczaj dlatego że sami się zastanawiali nad dietą bezmięsną i chcą wiedziec jak to jest. Spotykam również takich, którzy po prostu chcą odżywiać się zdrowo, niekoniecznie rezygnując z mięsa całkowicie. Tak jak pisałem na początku – społeczeństwo jest zróżnicowane, i dobrze. Różnice powodują dyskusję i dopóki jest ona prowadzona w cywilizowany sposób, dopóty jest wartościowa.

A jak to wygląda u Was? Czy Wasze wybory żywieniowe spotykają się z dziwnymi reakcjami? Opowiedzcie nam o nich! :) Znacie inne śmieszne obrazki o weganach i wegetarianach? Podrzućcie w komentarzu :)

.

14 Responses

  1. extravegance

    Jestem tu pierwszy raz i na pewno będę do Was zaglądać. Dzięki za niezłą kompilację obrazków i zabawne przemyślenia :)

    Mój ulubiony to: http://www.obrazki.jeja.pl/121018,babciu-jestem-gejem.html. Polecam też komiksy Vegan Sidekick na Facebooku.

    A tak na poważnie jeśli chodzi o reakcje otoczenia na weganizm, czytaliście książkę Karen Duve „Jeść przyzwoicie”? Zamieściłam do niej recenzję na moim blogu (http://extravegance.com/jesc-przyzwoicie/).

    Odpowiedz
  2. Kasia

    Dziecko, Ty to nic nie jesz- mawia ciągle moja mama. Taaaa, a cały bagażnik żarcia z bazarku to tak dla zabawy do domu dźwigam…
    Po ok. roku mama dopytywała jeszcze, czy nadal nic nie jem. Przed wizytą upewniała się „no ale kurczaka to zjesz?!” :)
    Teraz to dopiero będzie się działo, zięć też przeszedł na zieloną stronę mocy…

    Odpowiedz
  3. kaśka

    moja mama czasami wyjedzie z tekstem – „jesz te swoja gó…a nie chudniesz.” Uważam, że mam taką wagę jaką powinnam. Chyba ona też myśli, że powinno być się anorektykiem jak się nie je mięsiwa.

    Odpowiedz
  4. Michał

    U mnie w pracy mocna presja i czasami szyderstwa. Częste napominanie, że będę miał problemy, żebym jadł mięso. Jak nie mam siły bo się nie wyspałem to zaraz że to przez niejedzenie mięsa. Śmianie się z moich posiłków, że jem trawę. Ogólnie nieprzyjemnie. Chcę się przez to albo zmienić pracę, albo wrócić do mięsa i być jak inni. Czułem się dobrze, dopóki mi nikt nie mówił jak mam jeść i sam sobie komponowałem jedzenie wegańskie. Jak zaczęły się śmiechy, to przez wątpliwości zaczęło mi zdrowie i apetyt podupadać. Teraz już sam nie wiem. Chyba z braku kogoś, kto by mnie w tym wspierał mam takie problemy.

    Odpowiedz
    • Tomek Pabich
      Tomek Pabich

      Moim zdaniem najlepiej obracać takie docinki w żart i dalej robić swoje.
      Możliwe, że Twoi współpracownicy po prostu chcą się pośmiać, a weganizm jest ostatnio na fali.

      Zajrzyj na fora internetowe lub grupy GB dla wegan. Tam znajdziesz ludzi myślących podobnie do Ciebie :)

      Odpowiedz
  5. Mery

    Trafiłam tu przypadkiem – szukałam memów o weganizmie do prezentacji na studia i znalazłam… mem z użyciem zdjęcia moich kotletów sojowych!!! No skandal… nawet nie jest śmieszny… 😛 W każdym razie uwielbiam ich smak, także zapraszam po przepis 😀

    Odpowiedz
  6. kate

    Weganie są dopiero absurdem,ja tam rozumiem wegetarian jeśli nie chcą jeść mięsa to niech nie jedzą.Ale dorabianie ideologii do produktów zwierzęco pochodnych,bo to bo tamto.Jeśli nie chcecie krzywdy zwierząt hodujcie własne kury czy krowę.I traktujcie je z szacunkiem,ale nie dorabiajcie głupiej ideologii bo można was porównać do sekty,wszędzie jesteście i wmawiacie że jedzenie produktów zwierzęco pochodnych to zło.Podejrzewam że nie jesteście wrażliwi na krzywdę zwierząt tylko próbujecie zwrócić swoją uwagę,głupia bananowa młodzież której się we łbie pomieszało od nadmiaru kasy i bezproblemowego życia.Bo nie oszukujcie że macie poważne problemy.Osoby z takimi problemami nie zawracaliby sobie głowy takimi błahostkami….

    Odpowiedz

Odpowiedz na „MeryCancel reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *