Co myślisz, kiedy słyszysz, że ktoś jest wegetarianinem?

3

Wegetarianizm, weganizm i inne formy diet eliminujących określone składniki z pożywienia, funkcjonują w społeczeństwie już dość długo. Mówi się, że pierwsze wzmianki pochodzą już z czasów, gdy powstawała „Odyseja” Homera, choć osobiście uważam, że to po prostu wytwór wyobraźni autora, jak to często ma miejsce w książkach fantastycznych. Na poważnie idee te zaczęły kiełkować na początku XX wieku i rozwijają się od tamtej pory aż do dziś, i będą się rozwijać dalej. Mają więc już za sobą ponad 100 lat historii. Jakie jest ich obecne postrzeganie przez ludzi? Z jakimi reakcjami się spotykamy, gdy mówimy, że nie jemy mięsa? Czy patrząc ze środowiskowego punktu widzenia jest nam łatwo, czy trudno? W tym tekście znajdziecie moje przemyślenia na ten temat.

.

Gdy jeszcze sam jadłem mięso

Przez większość mojego życia jadłem to co wszyscy, czyli żywiłem się dietą tradycyjną, zawierającą spore ilości mięsa, wędlin i nabiału. Brakowało mi edukacji w dziedzinie żywienia, więc nie zdawałem sobie sprawy z tego czym jest dieta wegańska, albo wegetariańska. Tak samo jak większość ludzi, wiedziałem po prostu, że wegetarianie nie jedzą mięsa, a weganie dodatkowo czegoś tam jeszcze. Co więcej, nie spotkałem na swojej drodze zbyt wielu „odmieńców”, więc rzadko zastanawiałem się nad tym, czy takie jedzenie ma sens, czy nie. Pamiętam jednak jedno spotkanie, które sprawiło, że poświęciłem wegetarianizmowi chwilę refleksji.

Pracowałem wtedy w mBanku i jechałem akurat z kolegą Karolem na kolejny etap szkolenia do certyfikacji Six Sigma. Pamiętam ten wyjazd dobrze, ponieważ w drodze na szkolenie zatankowałem do służbowego samochodu bezołowiową, zamiast diesela, w związku z czym już na dzień dobry zaliczyliśmy spóźnienie :) Na tym szkoleniu był z nami Andrzej, który pracował wtedy w ING. Zazwyczaj ufam swojej ocenie innych ludzi i w przypadku Andrzeja miałem wrażenie, że to inteligentny, dobrze wyedukowany gość, który świetnie radzi sobie w kontaktach z ludźmi i jest specjalistą w tym co robi. Andrzej był wegetarianinem. Podczas jednego z obiadów spytałem go dlaczego, i powiedział, że ze względów zdrowotnych. Niestety nie dopytałem go wtedy jakie konkretnie względy zdrowotne ma na myśli (a szkoda), ale dało mi to do myślenia. Jego odmienna dieta nie budziła we mnie żadnych negatywnych reakcji. Podziwiałem to, że pomimo trudności, jakie robiła mu kuchnia (jego jedzenie było zazwyczaj po prostu beznadziejne), trwał przy swoim i nie uginał się, nawet gdy proponowaliśmy mu odstąpienie naszych porcji obiadowych. W sumie to nic dziwnego, znakomita większość zachowa się tak samo. Mimo wszystko z jakiegoś powodu utkwiło mi to w pamięci.

Ten najwyraźniejszy obraz mojego bliskiego spotkania z wegetarianami (konkretnie jednym) mówi mi, że pomimo iż nie zastanawiałem się wtedy nad zmianą swojej diety, to jednak imponowało mi to, że ktoś potrafi jeść inaczej, według swojego uznania, swojego planu, dokonując swoich własnych decyzji żywieniowych. Najprościej ujmując mógłbym powiedzieć: „Podziwiam, ale nie, dziękuję”.

.

Jak widzą mnie inni?

Jak to jest być po tej drugiej stronie? Uczucia mam mieszane, od rozbawienia do frustracji. Gdy pracowałem jeszcze w mBanku, to często spotykałem się z przytykami dotyczącymi tego, że nie jem mięsa. Muszę tutaj jednak podkreślić, że to wychodziło od moich bliskich współpracowników i odbierałem to wszystko jako żarty, z któryś wspólnie się śmialiśmy. Do dziś się z tym spotykam, choć coraz rzadziej. Z czego to może wynikać? Albo żarty się przejadły, albo… inni również zaczynają dostrzegać pozytywy diety roślinnej i żartowanie przychodzi im trudniej?

Gdybym brał te wszystkie przytyki na poważnie, to musiałbym się co chwila zamieniać w belfra, który edukuje wszystkich wkoło i tłumaczy dlaczego żyję tak, a nie inaczej. Po pierwsze to męczące, a po drugie, szybko stałbym się persona non grata. Ludzie nie lubią, kiedy inni mówią im jak mają żyć, w co mają się ubrać, czy jakie produkty powinni nałożyć na swój talerz.

„Nie będziesz mi mówić jak mam żyć.”

Taka jest mentalność i z tym się nie wygra. Dlatego wybieram drogę łatwiejszą i ograniczam się do odpowiadania na pytania ciekawskich osób, które nie boją się zapytać a dlaczego tak właściwie nie jemy mięsa i jak nam się z tym żyje. Wtedy mogę się rozgadać, bo wiem, że ktoś mnie o tą informację poprosił. W gruncie rzeczy muszę stwierdzić, że słaby ze mnie mesjasz, ponieważ mój poziom nachalności jest zwyczajnie bliski zera. Prawdopodobnie dlatego właśnie prowadzimy bloga. Strona internetowa jest dla tych, którzy czegoś w internecie szukają. Osoby przychodzące na naszą stronę, takie jak Ty, zaglądają tutaj, ponieważ same tego chcą, nikt im tego nie narzuca, a tym samym ja nie czuję, abym się komukolwiek z czymś narzucał, to daje mi komfort psychiczny. Win-win :)

Oprócz naszych znajomych, obserwujemy również reakcje obcych nam ludzi, którzy reagują czasami bardzo dziwnie, dowiadując się, że nie jemy mięsa. Zazwyczaj jest to zdziwienie, czasem ciekawość, a często także przerażenie. To ostatnie występuje głównie wtedy, kiedy mówimy o naszej diecie osobom, które muszą coś dla nas ugotować.

„Boże, to co Wy jecie?”

Tutaj leży zazwyczaj pies pogrzebany. Ludzie myślą, że bez mięsa, to już nie da się zjeść normalnego posiłku. Praktycznie zawsze, gdy gdzieś jadę i zamawiam wyżywienie wegańskie, to muszę tłumaczyć co można nam na obiad przygotować, bo ludzie zwyczajnie nie mają pomysłu. Gdybym tego nie robił, to 50% moich posiłków poza domem składałoby się z kotletów sojowych z ziemniakami, a drugie 50% to makaron z sosem pomidorowym. Na tym mniej więcej kończy się wyobraźnia osób, które z dietami roślinnymi nie miały do czynienia. I żeby nie było, nie winię ich za to. To normalne i gdyby ktoś zapytał mnie 5 lat temu co bym przygotował na obiad wegetariański, to pewnie byłyby to frytki z ketchupem. Źródłem tej sytuacji jest oczywiście brak edukacji, a co za tym idzie brak wiedzy.

Ostatnio podczas wyjazdu z kadrą polski spaliśmy w gospodarstwie agroturystycznym, w którym pan kierownik pytał osoby przychodzące rano na śniadanie „czy są już ci, co nie jedzą tego tamtego”. Tak to mniej więcej wygląda :)

Oczywiście zdarzają się chlubne wyjątki i to jest super :)

.

Dezinformacja zbiera swoje żniwo

Powszechny dostęp do informacji ma wiele zalet. Edukacja nigdy nie była tak prosta, jak dziś, w czasach internetu, komputerów osobistych i smartfonów. Każdy może wstukać jakieś hasło w wyszukiwarkę i przeczytać milion artykułów na wybrany temat. Każdy również może założyć swoją własną stronę i opublikować na niej co tylko mu się podoba. Każdy może później skopiować adres tej strony i wysłać go swoim znajomym, albo wkleić na Facebooka. To jest zarówno piękne jak i straszne. Zalety są oczywiste, ale wady są również olbrzymie. Czasami wystarczy jeden głupi artykuł, aby zniweczyć lata uświadamiania i edukacji. Zmiana nawyków, w tym żywieniowych, to trudna rzecz. Wymaga czasu, wymaga przekonania, uświadamiania i zmiany nastawienia, z których później rodzi się wątła determinacja. Przeciętny człowiek musi usłyszeć o czymś wiele razy, aby w końcu do niego dotarło i zaczął to dopuszczać do swojej świadomości. Potrzeba na to czasu, ponieważ mózg sam broni się przed zmianą.

„Jest dobrze tak jak jest, po co ryzykować?”

Dlatego też wkurzają mnie artykuły, które propagują nieprawdziwe informacje i jednym debilnym nagłówkiem niweczą wiele miesięcy ciężkiej pracy. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ mózg szuka kontrargumentu, albo poparcia dla łatwiejszej drogi – wtedy może nią podążać z czystym sumieniem.

.

Myślę, że świat będzie się coraz bardziej pochylał w kierunku diet opartych na żywności roślinnej. Faktów się nie oszuka. Można próbować je przemilczeć, można próbować je zdyskredytować, ale gdy stworzy się odpowiednia masa krytyczna, wtedy nagle wszyscy zaczną pisać i mówić o zaletach diety roślinnej i wadach diet mięsnych, a odmieńcami będą Ci, którzy przy mięsie pozostaną. Oczywiście to tylko moja teoria, czas pokaże czy mam rację, czy nie.

W którąkolwiek stronę to wszystko pójdzie, życzę Wam i sobie, aby była to droga prowadząca do zdrowia :)

.

Jesteś na diecie wegańskiej lub wegetariańskiej? Jakie są Twoje spostrzeżenia i z jakimi reakcjami się spotykasz wśród znajomych, rodziny, czy w restauracji?

.

3 Responses

  1. Anka

    Jest coraz lepiej i coraz mniej osób w lokalach patrzy dziwnie, kiedy dopytujesz co jest w danym posiłku i prosisz o brak pewnych składników. Coraz mniej ludzi też pyta – „co Ty właściwie jesz?!”. Najgorzej znosi to teściowa, która (już od lat) pyta, kiedy przestaniemy dziwnie jeść i przy każdej wizycie podaje makaron z sosem 😀 Moja rodzina znosi to bezproblemowo, mama nawet prawie nie je przez nas mięsa i nabiału (dokształciła się i doceniła opcję roślinną) – dzwoni tylko i pyta czy np. jem b12 albo jarmuż. 😀

    Odpowiedz
  2. Marzena

    W restauracjach jest ok. Praktycznie wszędzie w menu jest strona z daniami wegetariańskimi. Chociaż jeden lokal mnie ostatnio zaskoczył, bo jako wege wpisał bigos :) Gorzej czasami bywa z osobami, które jedzą ze mną posiłek. Ja nikomu w talerz nie zaglądam, ale niektórzy potrafią z agresją wypowiadać się na temat mojej diety albo nerwowo tłumaczyć się, dlaczego oni jedzą mięso. Mi nic do tego, dlatego szybko kończę temat.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *