Czy można spać jak Napoleon?

10

Kilka tygodni temu podczas podróży na Alaskę Marysia zapytała mnie w samochodzie: „Czy myślisz, że moglibyśmy spać jeszcze krócej? Sześć godzin na przykład? Mielibyśmy wtedy więcej czasu dla siebie„. Odpowiedziałem że nie wiem, ale można to przetestować i zobaczyć co z tego wyjdzie. Skoro Napoleon był w stanie spać po 4 godziny, to dlaczego my nie moglibyśmy spać po 6? W ciągu koleinych kilku dni temat nie powracał, ponieważ całkowicie pochłonęło nas leniwe alaskańskie życie, aż pewnego dnia, kiedy sącząc piwko siedzieliśmy przy stole skrytym w cieniu ogromnej lipy, zatrzymał się przy nas samochód. Wysiadła z niego kobieta, która wzbudziła powszechne ożywienie. Była to Mariola, doskonale znana wszystkim stałym bywalcom Alaski, którymi my oczywiście nie byliśmy. Na Alasce nawiązywanie nowych znajomości przychodzi wyjątkowo łatwo, dlatego już kilka minut później siedzieliśmy z Mariolą przy jednym stole rozmawiając o dzieciach, związkach, obowiązkach. No o życiu. W toku dyskusji dowiedzieliśmy się, że Mariola ponad rok wcześniej wdrożyła kilka zasad pozwalających jej znacznie ograniczyć ilość czasu, jaki poświęcała na sen. Twierdziła, że sypia po sześć godzin dziennie i czuje się z tym wyśmienicie. Co za zbieg okoliczności. Zaledwie kilka dni wcześniej rozmawialiśmy o spróbowaniu czegoś takiego, a tu pojawia się przed nami osoba z roczną praktyką! Życie jest niesamowite :) Oczywiście szybko wypytaliśmy o wszystko, co w temacie spania przyszło nam do głowy. Zapisaliśmy tytuł poleconej nam przez Mariolę książki i byliśmy zdeterminowani wdrożyć praktykę sześciogodzinnego snu także w nasze życie.

.

Od słowa do czynu

Wspomniana książka to „Sztuka spania i wstawania” autorstwa Mateusza Karbowskiego. Po powrocie do domu nie minęło kilka dni, a była już przeczytana. Dowiedzieliśmy się z niej między innymi tego jak ważne są stałe pory o których człowiek się budzi, w jaki sposób skutecznie i szybko zasypiać, jak regulować cykl spania aby budzić się w odpowiednim momencie, a także jak korzystać z popołudniowych drzemek, aby uzupełnić ewentualne braki snu z nocy. Już kolejnego dnia po skończeniu lektury rozpoczęliśmy testy. Uznaliśmy, że najlepiej będzie spać pomiędzy północą, a szóstą rano. Jeśli mielibyśmy wstawać godzinę później, czyli o siódmej, to ryzykowaliśmy wcześniejszą pobudkę za sprawą Hanki, a przed szóstą nasza córka raczej już nas nie budzi. Spodziewaliśmy się, że pierwszy okres będzie najtrudniejszy i byliśmy zdeterminowani go przetrwać. Tym większym zaskoczeniem były dla nas pierwsze dni, podczas których czuliśmy się normalnie i nie doskwierała nam senność, której wyglądaliśmy każdego dnia na horyzoncie naszej świadomości. Pierwsze problemy pojawiły się u mnie po czwartej nocy. Spałem spokojnie, ale obudziłem się z uczuciem silnego niewyspania. Z początku myślałem, że źle wstałem, może nie w tej fazie snu co potrzeba, i że jak się trochę rozruszam w trakcie dnia to mi przejdzie, ale myliłem się. Dotrwałem w stanie dającym jeszcze nadzieję do południa, ale później było już tylko gorzej. Oczy same mi się zamykały, nie mogłem skupić na niczym uwagi, czułem się osłabiony. Ewidentnie mój organizm domagał się snu. Dobrze więc, pomyślałem, nadszedł czas wykorzystać tajną broń, czyli popołudniową drzemkę, zwaną przez niektórych „power nap„. Z radością udałem się do sypialni i zakopałem pod kołdrą. Usnąłem jak niemowlę, a ze snu po około 40 minutach wyrwał mnie budzik (zalecana w książce długość drzemki to nie więcej niż 50 minut). Czułem się tak samo jak rano – wciąż niewyspany. Tak samo jak wcześniej pomyślałem, że muszę się po prostu rozruszać. Szybko więc znalazłem sobie jakieś zajęcie, ale niewiele to pomogło. To był pierwszy kryzys, i choć dotrwałem do północy, to trzeba zaznaczyć, że był to dzień zmarnowany na walkę z opadającymi powiekami. O dziwo Marysia nie przechodziła tego co ja i czuła się dobrze.

Sprawiedliwość i równowaga we wszechświecie muszą być, dlatego zapewne już następnego dnia role się odwróciły. Marysia męczyła się dokładnie z tym samym co ja dzień wcześniej, podczas gdy mi trochę przeszło. Nie czułem się rześko, ale też nie było tragicznie i jakoś dawałem radę. Nawet nie poszedłem spać po południu, kiedy Mary zrezygnowana udała się do sypialni. Następne dni mijały nam bardzo różnie. Raz było lepiej, raz było gorzej, ale nigdy nie było tak jak być powinno. Nie czułem aby drzemki popołudniowe pomagały mi w jakimkolwiek stopniu, dlatego też w końcu postanowiłem jednej nocy przespać się dłużej i położyłem się spać około godziny 22. Po ośmiu godzinach snu czułem się znacznie lepiej i nareszcie mogłem się w pełni cieszyć całym dniem, ale moja radość nie trała długo, ponieważ problemy powróciły po kilku następnych sześciogodzinnych nocach. Po około dwóch tygodniach od rozpoczęcia eksperymentu przenanalizowaliśmy rezultaty i uznaliśmy, że nie jesteśmy w stanie funkcjonować prawidłowo przy takiej dawce snu, więc zwiększyliśmy ją o pół godziny. Po kolejnym tygodniu znów zastanowiliśmy się wspólnie nad wynikami i uznaliśmy, że czas zakończyć eksperyment i wrócić do naszych wcześniejszych cykli spania, które oscylują w okolicach 7-7,5 godziny.

.

Krótki sen nie dla wszystkich

Dlaczego się poddaliśmy? Przede wszystkim dlatego, że brak snu wywoływał w nas apatię do działania i dużo trudniej było nam się cieszyć życiem. Od zawsze byłem zwolennikiem zdrowego snu i nawet na studiach, kiedy moi znajomi zarywali noce ucząc się do egzaminów ja wolałem dobrze się wyspać i iść na uczelnię ze sprawnym i trzeźwo myślącym umysłem, niż cierpieć później cały dzień wskutek niedostatecznej ilości snu. Podczas eksperymentu najgorsze było to, że nawet jeśli cały dzień udawało nam się funkcjonować w miarę normalnie, to bardzo męczyliśmy się w ciągu ostatnich dwóch godzin. Nie mieliśmy siły na ćwiczenia, a oglądanie filmów czy czytanie książek było niemal niemożliwe, bo zwyczajnie usypialiśmy. Czuliśmy, że pomimo iż mamy ten dodatkowy czas, to nie jesteśmy w stanie efektywnie go wykorzystać. Zamiast poświęcić tę dodatkową godzinę i pół na rozkoszowanie się dobrą książką, filmem, czy igraszkami w łóżku, my skupialiśmy wszystkie siły jakie nam pozostały na tym, by nie zasnąć. Nawet jeśli założymy, że zmniejszyliśmy długość snu o 1,5 godziny (z 7,5 na 6), to i tak nie czuliśmy, że ten dodatkowy czas ma dla nas jakąkolwiek wartość. A przecież poświęcaliśmy też czas na drzemki popołudniowe, których normalnie nie stosujemy.

Oprócz złego samopoczucia, stosowana przez nas metoda ma także inne wady. Największą wydaje się być stała, określona z góry pora wstawania. Ciężko w takim trybie życie dostosować się do dynamicznych czasem wydarzeń wieczornych, imprez, biegów nocnych. Podczas eksperymentu musieliśmy poświęcić całkiem niezłą balangę na wieczorze panieńskim Marty i kawalerskim Mariusza, czego trochę żałowałem.

Być może człowiek na naszym poziomie aktywności fizycznej, trenujący prawie codziennie, nie jest w stanie spać po sześć godzin dziennie, być może jest to kwestia indywidualna i akurat nam nie jest to dane, być może Napoleon mógł spać tak krótko bo był niski ;), a być może nie byliśmy dostatecznie wytrwali w naszym eksperymencie. Tego się już pewnie nigdy nie dowiemy. Wiemy za to, że odkąd wróciliśmy do swobodnych pór zasypiania i wstawania, odtąd znów czujemy się radośni, pełni energi i cieszymy się z każdego dnia, czego i Tobie życzymy. Warto jednak było spróbować, chociażby po to by lepiej poznać samego siebie i jeszcze bardziej docenić to co już mamy :) Ponadto dowiedziałem się, że mogę normalnie funkcjonować przez 3 dni nawet jeśli dawka snu w nocy jest mniejsza, potem jednak trzeba trochę odespać i dać się ciału zregenerować.

.

A Ty? Czy masz jakieś własne doświadczenia z eksperymentowaniem ze snem? Jeśli tak, to podziel się z nami, będzie nam bardzo miło :) A jeśli nie, to zachęcamy do próbowania nowych rzeczy. Kto wie co z tego wyniknie :)

.

10 Responses

  1. Kamil Danielski

    Szczerze mówiąc czytając wasze doświadczenia jestem trochę zdziwiony, że Wam się nie powiodło ale może pomogę. Sam śpię 6h od kilku lat i czuję się świetnie. Też mam i czytałem tą książkę i uważam, że jest świetna. Kiedyś gdy dojeżdżałem z Łodzi do wawy to spałem po 4,5 h i też nie było tak źle jak opisujecie.
    Nie mogę też potwierdzić, że poziom aktywności nie pozwala na tak krótki sen, ponieważ sam też trochę ćwiczę (około 8-10 h/tydzień).

    Może opiszę dokładnie jak to wygląda w moim przypadku.

    Chodzę spać zazwyczaj o stałej porze czyli około 00:00. Czasem jak idę rano przed pracą na trening, idę wcześniej spać. Czasem trochę później. Jednak oscyluję wokół jednej godziny. Zawsze też ustawiam zegarek +6h 20min od kładzenia się spać. Jeżeli ustawię budzik na +6h jestem niewyspany. Mój cykl snu nie jest równy 1,5h tylko trochę więcej, dlatego też te 20 min więcej. Jeżeli Wy śpicie zazwyczaj po 8h i jesteście wyspani to Wasz cykl jest podobny do mojego (o kilka minut dłuższy) i powinniście ustawiać budzik na około +6h 30 min.

    Ja nie stosuję raczej drzemek w trakcie dnia. Jeżeli już to drzemka nie może być dłuższa niż 25 min. Najlepsza w moim przypadku to około 15min. Jeżeli drzemka trwa dłużej niż 25 min to zaczynam wpadać w sen głęboki i po obudzeniu czuję się jak stary kapeć… Jeżeli chcecie jednak dłuższą drzemkę to powinien to być jeden cykl snu czyli w Waszym przypadku 1h i 36 min.

    W tygodniu jak już wspomniałem sporo ćwiczę. Jest to pływanie, bieganie i rower czyli po prostu triathlon. Czasem jak mam długie wybieganie (3h) lub wyjeżdżenie (4h) to po nim robię dłuższą drzemkę, tj. jeden cykl.
    Czasem w dni wolne jeżeli czuję się przemęczony śpię dłużej ale nie więcej niż 8h.
    Zdarzają się również dni kiedy z jakiegoś powodu nie mogę pójść spać o 00:00. Jest powiedzmy 00:30, ponieważ musiałem jeszcze coś dokończyć. W takim przypadku nie idę od razu spać lecz czekam do 1:30 i dopiero wtedy się kładę. Ustawiam budzik na 3 cykle czyli jakieś 4h i 45min i rano wstaję tak jakbym spał moje standardowe 6:20.
    Nawet jeżeli darzy mi się jedna noc nieprzespana (czytaj mniej snu ale nie brak) to następnego dnia wcale nie odsypiam dłużej. Podobno po jednym dniu bez odpowiedniej ilości snu, organizm się doskonale regeneruje stosując głębszy sen. Działa to jednak tylko w przypadku pojedynczych dni.

    Pewnie wszystko i tak zależy od indywidualnych predyspozycji każdego z nas ale moim zdaniem do wszystkiego można się przyzwyczaić. Czytałem czy też gdzieś słyszałem, że człowiek po 4,5h spania regeneruje się w 90%, a po 6h w 97%. Tak więc czy warto spać kolejne godziny dla tych pozostałych %?

    Odpowiedz
    • Tomek Pabich
      Tomek Pabich

      Dzięki Kamil za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Szczególnie interesujące jest to, że dajesz radę przy dość zaawansowanym obciążeniu fizycznym. Jesteś dla mnie inspiracją by spróbować ponownie :)
      A powiedz… ile czasu Twój organizm przyzwyczajał się do krótszego snu? Miałeś na początku ciężki okres, taki jak my? Jeśli tak, to jak go przetrwać?

      Odpowiedz
      • Kamil Danielski

        Tak na prawdę nie miałem żadnego gorszego okresu. Moim zdaniem wszystko zależy od tego o czym pisze poniżej Pech13 czyli od budzenia się w odpowiedniej fazie snu.

        Jeżeli macie problem aby ustalić kiedy się powinniście budzić to jest na to prosty sposób.
        Można, np. ustawić budzik z radiem lub wieżę tak aby cicho zaczęła grać, np. po 5h i 40 min snu. Dźwięk nie powinien być na tyle głośny aby Was obudzić w głębokim śnie. Obudzi Was kiedy przejdziecie do odpowiedniej fazy snu. Wtedy sprawdzacie ile spaliście, dzielicie 4 i sprawdzacie ile wynosi Wasz cykl snu.
        Oczywiście na wszelki wypadek ustawcie drugi budzik ale już taki na serio aby przypadkiem nie zaspać 😉

        Odpowiedz
  2. Pech13

    Hej,
    Kiedyś sporo czytałem o śnieniu, ale bardziej byłem zainteresowany świadomym śnieniem (Lucid Dream). Testowałem też „Budzik Alfa” z całkiem dużą skutecznością.

    Jedyną praktyką, którą stosuję do tej pory to opisywane przez Kamilanie „budzenie się w fazie REM” czyli spać wielokrotność 1,5h (w moim przypadku akurat mniej niż 90min). Muszę przyznać, że całkiem nieźle się to sprawdza. Jak nie załapę się na 7,5h snu to nastawiam się na 6h. Gorzej jest w przypadku gdy mam wybrać między spaniem 5,5h a 4,5h. Tutaj rozsądek każe wybrać 5,5h. Jednak to nie ma znaczenia, bo 6h to u mnie graniczna wartość, więc i tak będę niewyspany.

    Co do drzemek to rzeczywiście 40min wprowadza w zbyt głęboki sen, dlatego stosuję 30min drzemki (czasem nawet w pracy w przerwie launchowej)

    Odpowiedz
    • Tomek Pabich
      Tomek Pabich

      Do spania po 6 godzin nie wróciłem. Zamiast tego zacząłem sobie schodzić powoli w dół z ilością snu (poprzednio zrobiliśmy dość radykalną zmianę). Obserwuję jak się czuję i wyciągam wnioski. Wygląda na to, że jestem w stanie spokojnie funkcjonować śpiąc około 7 godzin dziennie. Kilka dni z rzędu jestem w stanie spać nawet krócej, ale muszę to potem odespać, w przeciwnym razie zmęczenie się kumuluje. Więc mogę na przykład spać 3 dni po 6,5h, ale później muszę jeden dzień przespać się 8h. Staram się nie przesadzać z brakiem snu. Wolę się czuć dobrze przez cały dzień i spać godzinę więcej niż zaoszczędzić ten czas, ale potem męczyć się za dnia.

      P.S. Fajny film, dzięki :)

      Odpowiedz
  3. Tomasz

    A u mnie nastąpiła dziwna zmiana. Wiek ok 40 i od czasu rozpoczęcia stałej aktywności fizycznej (3 razy w tyg. Bieganie i spacery ok 50 minut ) oraz rozpaczecia brania niewielkiej dawki leku na nadciśnienie śpię ok 6 h i jestem wyspany…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *