Ile oszczędzać i gdzie szukać oszczędności

11

W poprzednim wpisie w kategorii Finanse opisałem dlaczego warto monitorować swoje wydatki i w jaki sposób to robić. Proces monitorowania nazwałem budowaniem świadomości i jeszcze raz zaznaczam, że jest to podstawa, fundament dalszej pracy nad swoimi finansami. Dziś opisuję kolejny krok w oswajaniu portfela, który ogólnie nazywam kontrolą.

Obawiam się, że kontrola finansów osobistych jest tematem jeszcze szerszym niż budowanie świadomości, więc przygotuj się na długi wpis. Już na początku zaznaczam, że poruszę w nim tylko najważniejsze wątki związane z kontrolą, a szczegóły będą pojawiać się w innych wpisach, publikowanych z biegiem czasu.

Czytając ten artykuł dowiesz się ile pieniędzy należy odkładać, jak sprawdzić czy wydajesz za dużo, gdzie szukać oszczędności i jak wydawać mniej. Zaczynamy! :)

 

Czy muszę oszczędzać?

Skoro wiesz już ile przeciętnie wydajesz pieniędzy, to można teraz zadać pytanie: czy wydajesz za dużo?
Odpowiedź w 99% przypadków brzmi: TAK! Wynika to z naturalnych potrzeb każdego człowieka w dziedzinie komfortu i rozrywki. Sądzę, że każdy znajdzie u siebie coś, co kupuje tylko po to by było mu wygodniej, lub tylko po to by się zabawić, rozerwać.
No hola, hola. Zarabiam, więc coś mi się od życia należy!” – ależ naturalnie :). Dlatego też podstawowym wyznacznikiem potrzeby oszczędzania jest różnica pomiędzy przychodami i wydatkami. Jeśli systematycznie kończysz każdy miesiąc na plusie, to nie jest źle. Ale jeśli wydajesz zarobione pieniądze na bieżąco i nie jesteś w stanie nic odłożyć, lub co gorsze coraz bardziej się zadłużasz bo wydajesz więcej niż zarabiasz, to po przetrawieniu takiej informacji Twój mózg powinien bić na alarm i wzywać straż pożarną. Oszczędzanie to Twój obowiązek, powinność wobec Twojej rodziny. Kto o nią zadba w razie problemów? A różnie przecież w życiu bywa, prawda? Oszczędzając dbasz też o siebie i swoją przyszłość. Za kilkadziesiąt lat, kiedy osiągniesz wiek emerytalny, systematycznie gromadzone oszczędności będą Twoim zabezpieczeniem na wypadek nieprzewidywalnych na dzień dzisiejszy problemów. Naprawdę wierzysz w emeryturę z ZUS? W Świętego Mikołaja też ;)?

Znam kilka osób, które twierdzą, że żyć trzeba z dnia na dzień i nie przejmować się jutrem. Ja tymczasem uważam, że swoją przyszłość finansową powinno się planować i o nią dbać. Zdaję sobie sprawę, że czasem ciężko myśleć o takich rzeczach gdy jest się młodym i pięknym i kasa potrzebna jest przede wszystkim na uciechy i swawole, ale pamiętaj, że za trzydzieści lat, jeśli nadal będziesz w formie, czego Ci serdecznie życzę, będziesz potrzebować tych pieniędzy jeszcze bardziej. Pewnie już nie będzie się chciało spać w schronisku 😉

Tak więc powiem jeszcze raz: jeśli jeszcze tego nie robisz, to zacznij oszczędzać teraz i rób to systematycznie. Im wcześniej rozpoczniesz gromadzenie majątku tym lepiej, a wcale nie trzeba odkładać od razu ‚niewiadomoile’ :).

 

Ile odkładać miesięcznie?

Im więcej tym lepiej :) Ale to kwestia bardzo indywidualna i powinna być uzależniona od wysokości zarobków oraz stanu równowagi pomiędzy oszczędzaniem, a życiem na zadowalającym poziomie. Ten stan równowagi jest dla każdego inny. Jedni nie dbają o rzeczy materialne i zadowalają się tanimi towarami, ciuchy kupują z drugiej ręki, a na wyjazdach śpią pod namiotem lub w pokojach dziesięcioosobowych, a inni muszą mieć markowe ubrania i minimum trzy gwiazdki w hotelu. Zastanów się jaki poziom Ciebie zadowala. Czy wydajesz dużo pieniędzy dbając o elegancję i szyk? Myślę, że kilka artykułów z działu „Rozwój duchowy” będzie zahaczać o tą tematykę, więc nie będę tutaj próbował się nad tym rozwodzić. Powiem tylko, że pomimo iż temat jest bardzo trudny – ponieważ wymaga ogromnej zmiany w sposobie myślenia – to ma duży potencjał jeśli chodzi o oszczędzanie. Wracając jednak do postawionego pytania: myślę, że dobrym celem jest odkładanie 10% zarobków netto, minimum 150 PLN. Jedną dziesiątą zawsze da się zaoszczędzić. W końcu jest to magiczna liczba, która często przewija się w negocjacjach na przykład przy zakupie mieszkania czy samochodu („10% każdy opuszcza!”). Oczywiście 10% zarobków netto może być bardzo różną kwotą, w zależności od tego kto ile zarabia.

Czy należy sobie odmawiać ulubionych rzeczy byleby tylko odłożyć wyznaczoną sumkę? – jeśli masz już rodzinę, to uważam że tak, ale każdy musi samodzielnie dojść do tej decyzji. Podejście w stylu: „Teraz jest trudno, więc nie będę oszczędzać, ale zacznę na pewno później jak sytuacja się ustabilizuje”, nie jest dobre, ponieważ jest to odkładanie decyzji na święte nigdy.

Czy należy odkładać więcej, jeśli ma się taką możliwość? – jak najbardziej. Im więcej uda się odłożyć, tym większy pasywny przychód uda się z oszczędności uzyskać w przyszłości. Więcej o pasywnym przychodzie będę pisał w dalszych artykułach. Jeśli nie wiesz co to jest, to na chwilę obecną zapamiętaj po prostu, że mądrze odłożone pieniądze produkują dodatkowe pieniądze, dzięki którym otrzymujesz dodatkowe wynagrodzenie, premię.

 

Gdzie szukać oszczędności?

Niezależnie czy należysz do grupy, która systematycznie wydaje mniej niż zarabia, czy też nie – zawsze warto zastanowić się nad potencjalnymi oszczędnościami.

Na początek trzeba podzielić wydatki na dwie grupy:
– stałe (płacone na przykład co miesiąc, co rok)
– zmienne, ale systematyczne (jedzenie, kosmetyki, środki czystości, samochód, leki, rozrywka, itp.)

Następnie (uwaga najtrudniejsze!) trzeba usiąść i zadać sobie bardzo ważne pytanie: które z tych wydatków są naprawdę niezbędne? Ja dzielę w tym momencie wydatki na trzy grupy:
– niezbędne, trzeba płacić (jedzenie, opłaty mieszkaniowe takie jak czynsz, woda, prąd; przedszkole, leki);
– można zrezygnować, ale jest duża niechęć (przy tych wydatkach zazwyczaj dyskutujemy z Marysią i zastanawiamy się dlaczego jest to dla nas ważne, czy można ten wydatek zastąpić innym, mniejszym, albo czy można go ograniczyć lub wyeliminować). W naszym przypadku to są na przykład wydatki na jedzenie, na którym nie oszczędzamy, nieduże wydatki na rozrywkę, wydatki na sport, i tak dalej;
– można zrezygnować (tu trafiają te, które w dyskusji z poprzedniego punktu nie uzyskują dostatecznie dobrych argumentów). Na przykład abonament za telewizję (od ponad roku nie oglądamy wcale telewizji), lub drugi samochód, którego zakup poważnie rozważaliśmy jakiś czas temu.

Pamiętaj, że trzeba podchodzić do tego trzeźwo. Jeśli za bardzo ograniczysz wydatki, to zaczniesz się dusić. Nie możesz stworzyć wokół siebie klatki, w której będziesz czuć się więźniem. No chyba, że jedziesz na długach, to wtedy nie masz wyjścia…

U nas w domu na przykład, aby nie nakładać na siebie zbyt ciasnej pętli, postawiliśmy sobie pod szyldem rozrywka limit: 250 PLN miesięcznie, z zastrzeżeniem, że w tą kategorię nie wpadają wyjazdy niezwiązane z bieganiem (rzadko się zdarzają, ale raz w roku zazwyczaj lecimy gdzieś na kilka dni). Niby z rozrywki zawsze można zrezygnować, ale też nie o to chodzi by wieść smutne życie :)
Innym ciekawym przykładem są wydatki w kategorii odzież i obuwie. Marysia zazwyczaj przekornie się mnie pyta czy może coś sobie kupić, a ja zawsze odpowiadam, że może. I choć wydaje się to dziwne, to ta z pozoru niesłużąca niczemu wymiana zdań stymuluje proces myślowy – czy ta rzecz na pewno jest mi potrzebna? Ufam Marysi i doskonale wiem, że tak samo jak ja woli wydać pieniądze aby obejrzeć jakiś piękny zakątek Świata, zamiast na niepotrzebną parę butów, trzynastą bluzkę czy siódmą sukienkę. Podobne podejście stosujemy zawsze i każdy wydatek racjonalizujemy i jeśli mamy wątpliwości, to wstrzymujemy się z zakupem. Tobie polecam to samo.

 

Jak pilnować, aby złe wydatki nie powracały?

Często zdarza się tak, że raz zidentyfikowany, zbędny wydatek po jakimś czasie powraca, albo na jego miejsce wkrada się inny, tak samo niepotrzebny. Aby wyłapywać takie sytuacje potrzebna jest cykliczna kontrola. W zależności od samodyscypliny można ją robić w różnych odstępach czasu. Ja takie ćwiczenie robię mniej więcej raz na rok, ale osobom dopiero zaczynającym pracę nad własnymi finansami polecam robić to częściej – raz na kwartał, lub przynajmniej raz na pół roku. Takie powtórne sprawdzenie pozwala zidentyfikować słabe punkty w naszych nie do końca zwartych szeregach i je eliminować (najlepiej wraz z przyczyną źródłową :)).

Systematyczne budowanie swojego majątku jest też samo w sobie dobrym elementem motywującym do ciągłego wysiłku i większego opanowania w sytuacjach kiedy nasza podświadomość każe nam ‚zaszaleć’. Rosnące cyferki na rachunku, przynajmniej na mnie, działają mobilizująco. Pokazują, że ciągła dyscyplina przynosi wymierny efekt, a zgromadzone środki z biegiem czasu coraz bardziej rosną.

Jedną z zasad skutecznego działania jest nagradzanie samego siebie, dlatego też mamy w domu regułę, która mówi że po przekroczeniu pewnego progu skumulowanych oszczędności musimy wydać ustalony wcześniej fragment uzbieranej kwoty na coś, za co nigdy normalnie byśmy nie zapłacili. Takie momenty zazwyczaj kończą się w miejscach, w których czasem nawet czujemy się nieswojo (jak kiedyś w jednej z wykwintnych restauracji, w której podano nam tyle różnych szklanek i sztućców, że nie mieliśmy pojęcia co jest do czego ;)), ale jak dotąd wszystkie wspominamy bardzo miło :) Polecam!

 

Uff, znów się rozpisałem, a mimo to mam świadomość, że wiele tematów ledwie zasygnalizowałem. Jak radzisz sobie z kontrolowanie swoich wydatków? Masz jakieś sprawdzone metody?

11 Responses

  1. Tomasz Zdziarski

    Ciekawy artykuł,zważywszy,że pieniądze gdzieś mi zawsze uciekają na prawo i na lewo,nigdy nie analizowałem wydatków. Chyba na razie jedyne co robię dobrze to „nagradzanie samego siebie” 😀 pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
  2. Marlena

    Ja po lekturze Warrena Buffeta, od roku stosuje jedną zasadę ” nie oszczędzaj tego, co zostaje po wszystkich wydatkach, lecz wydawaj , co zostaje po odłożeniu oszczędności”. Pierwszy przelew jaki robię po wpływie pensji, to przelew na konto oszczędnościowe.

    Na poczatku oczywiście przelewałam za dużo i potem odlewałam 😉 ale teraz już wiem jaka powinna to być kwota, aby nie „biegać” między rachunkami.

    Druga rzecz to kupowanie. Warto zadać sobie pytanie: czy to co chcę kupic jest potrzebą, czy luksusem. Jak potrzebą – to kupuję i już 😉 jak luksus, to daje sobie chwile, na zastanowienie sie czy jutro i pojutrze też tego tak bardzo „potrzebuje ” . Zaskoczeniem dla mnie samej, było spostrzeżenie, że jednak nie 😉

    Odpowiedz
    • Tomek Pabich
      Tomek Pabich

      Bardzo cenne uwagi Marlena, dzięki.
      Pierwsza to zasada, która zazwyczaj nazywa się „Najpierw płać sobie”. Po otrzymaniu pensji zanim zapłacisz rachunki i zaczniesz wydawać zarobione pieniądze płacąc innym na przykład za jedzenie, najpierw płacisz sobie, czyli odkładasz część dla siebie. Będę o tym pisał w późniejszych wpisach, które będą bardziej dokładne.

      Druga zasada też jest bardzo skuteczna. Osobiście stosuję ją do większych wydatków i jest dokładnie tak jak piszesz. Po kilku dniach często okazuje się, że zakup którego chciałem dokonać wcale nie jest tak potrzebny jak wcześniej mi się wydawało.

      Świetny komentarz, więcej takich! :)

      Odpowiedz
  3. Magda

    nie zrezygnowaliśmy z tv ale przez prawie dwa lata korzystalismy z naziemnej a internet z aero2. dopiero jak w bloku pojawiła się konkurencja na kablówke i neta, to ceny spadły o połowe i były w naszym zasięgu. Nadal mamy aero ale korzystamy też z niedgrogiej gigakablówki więc nie odbija się to na rachunkach

    Odpowiedz
  4. Lucyna

    Na własnym przykładzie widzę,że z wiekiem zaczynamy szanować pieniądze. Do około 25 roku życia co zarobiłam to wydałam. Z czasem zmieniają sie priorytety. Już nie muszę mieć co roku 5 nowych sukienek czy co sezon nowej kurtki. Kupuję dużo mniej rzeczy ale lepsze gatunkowo. Często są to rzeczy droższe ale starczają na dłużej i wyglądają dużo lepiej. Przestałam wydawać na kosmetyki. To sama chemia przynosi więcej złego niż dobrego.
    Wolę mieć pełne konto niż pełną szafę. Po zakupie domu wolimy wydać pieniądze na remont niż szmaty. Nie oszczędzamy na jedzeniu a co za tym idzie wydajemy mniej na leczenie 😉 To inwestycja w zdrowie więc tutaj nie ma co ciułać.

    Odpowiedz
  5. Jacek

    Bardzo fajnie opisane. Przeczytałem oczywiście obie części i w pełni się z nimi zgadzam. Mnie doświadczenie nauczyło, że warto mieć jakąś poduszkę (kiedyś wydatki wyższe niż dochody i nagła utrata pracy). Niestety kulą u nogi jest hipoteka, ale też jakoś daję radę – staram się nadpłacać i dodatkowo jeszcze odkładam na potencjalną przyszłą emeryturę (biorę po d uwagę, że Zus pewnie padnie). Na razie mocno kuleje punkt „wydatki” a raczej brak kontroli.
    Ale to co zastosowałem u siebie (kwota dochodu różna co miesiąc), to z tego co mam po pierwsze biorę sobie określona (stałą) kwotę jako pensję. Z tego płacę konieczne wydatki (mieszkanie, kredyt, emerytura własna), przelewam dodatkowo jakąś kwotę na nadpłatę kredytu i zostawiam resztę na funkcjonowanie. Zapewne jeszcze z tego można by coś zaoszczędzić po wnikliwym przeanalizowaniu wydatków.
    Jeżeli mam oprócz tego jeszcze coś, to idzie na konto oszczędnościowe.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *