Jesteś swoim własnym szefem

Pracowałem ponad 6 lat w banku, dużej korporacji zatrudniającej tysiące pracowników. Jak każda firma, tak samo mBank stara się dbać o swój wizerunek. Nie tylko jako producenta czy dostawcy usług, ale także jako pracodawcy. Dlatego od kilku lat prowadzone są coroczne badania zaangażowania pracowników. W tak dużej masie ludzi przestają już działać modele indywidualne, a zaczynają mieć znaczenie modele statystyczne. To znaczy że jak jednemu nie pasuje kolor, faktura i zapach papieru toaletowego w ubikacji, to informacja jest nieistotna, ale gdy zwraca na to uwagę 30% ludzi odwiedzających wybrany wychodek, to należy się tematowi przyjrzeć. W takiej masie głos jednostki przestaje mieć znaczenie, ale nie dziwmy się temu. Bank, jak każda komercjalna firma, musi skupić się na zarabianiu pieniędzy w jak najbardziej efektywny sposób.

.

Jak wygląda badanie zaangażowania?

Badanie zaangażowania jest realizowane w całym banku, dzięki czemu można powiedzieć na przykład, że generalnie pracownicy banku są zaangażowani na 54%, ale w tym czy innym departamencie to już tylko na 45%. Tamten wydział jest super bo 68%, a siamten trzeba wziąć pod lupę, bo 39% za bardzo zaniża średnią. Skąd te procenty? Każdy pracownik wypełnia ankietę, w której odpowiada na dziesiątki pytań. Następnie specjalny algorytm analizuje wszystkie odpowiedzi i wylicza jedną liczbę, która definiuje poziom zaangażowania pracownika, wydziału, departamentu, a w końcu całego banku. Badanie jest anonimowe, więc można tam nawciskać cokolwiek, ale pewnie większość pracowników podchodzi do niego poważnie. Ja tak robiłem.
Po pewnym czasie od wypełnienia ankiety jej wyniki wracają, przechodząc przez całą ścieżkę zdrowia – zaczynając od prezesów, poprzez dyrektorów, aż w końcu spłyną do pracowników najniższego szczebla. Następnie organizowane są spotkania w ramach każdego departamentu, a wyniki ankiety są omawiane. Wydawać by się mogło, że to bardzo ważny element całego procesu. Wysłuchanie głosu ludu, trosk, problemów, niewygód, no generalnie całej masy narzekań. Po co się to robi? No oczywiście po to, żeby mogło być lepiej :) W końcu los każdego pracownika leży w rękach wszechmogącej dyrekcji, która z pewnością niezwłocznie pospieszy na ratunek. Być może niektórzy wypełniając ankietę celowo zaznaczą tu i ówdzie oczko niżej, żeby przypadkiem nikomu nie umknął rozmiar ich niedoli. W końcu im gorzej będzie to wyglądać na papierze, tym większa szansa że ktoś coś z tym zrobi, prawda?

.

Jaki jest rezultat badania?

Po pierwsze: wyniki badań są porównywane z innymi podmiotami o podobnej charakterystyce rynkowej. Ludzie wszędzie są tacy sami, więc jeśli w jednym banku pracownicy celowo zaniżają wyniki, to w drugim zrobią to samo. W porównaniu wyniki wyglądają podobnie, więc nie ma powodów do obaw. Szczwany plan ankietowanych wziął w łeb. Nikt się tematem nie zajmie, bo nie ma biznesowego uzasadnienia na ładowanie zasobów w polepszanie życia pracowników, skoro u konkurencji znajdą to samo. Ale to najmniejszy z problemów.
Po drugie: kadra zarządzająca ma ograniczony wpływ na to co można, a czego nie można zrobić. Badanie zaangażowania rozbija wynik na kilkanaście różnych kategorii. Zastanawiając się nad nimi podczas ostatniej edycji, w której brałem udział, z trudem udało mi się znaleźć 2-3, na które faktycznie wpływ może mieć przełożony, czy dyrektor. Człowiek jest człowiekiem. Jedni są lepsi, drudzy gorsi. Każdy może nad sobą pracować. Jeśli ktoś z natury jest niekontaktowy, szorstki i z trudem przychodzi mu rozmowa o pogodzie, którą uważa zwyczajnie za stratę czasu, to może próbować to zmienić. Czy mu się uda? Może tak, może nie. Zmiana osobistych charakterystyk jest ciężka, żmudna i zazwyczaj nietrwała, albo sztuczna. Wystarczy chwila zapomnienia, dekoncentracji, a prawdziwe „JA” wystrzeli na powierzchnię jak uwolniony spod wody balon. Załóżmy jednak że się udało. Szef może być milszy, może częściej rozmawiać z pracownikami, może efektywniej zorganizować pracę w wydziale, lepiej zarządzać czasem pracy swoich pracowników. Oczywiście to polepszy atmosferę w biurze i zrobi się przyjemniej, ale… nie to nadal jest największym problemem wśród ankietowanych.
Bo po trzecie: największą bolączką pracowników jest brak możliwości awansu i rozwoju oraz zbyt małe zarobki. Tak, to właśnie wokół tego toczą się najważniejsze dyskusje.

Pracuję tu już 5 lat bez podwyżki. Należy mi się jak psu zupa!
Wciąż robię to samo, nie uczę się niczego nowego!
Mój kolega awansował, a ja nie. Uważam że powinienem!

Brzmi znajomo? Wiadomo, każdy chciałby zarabiać więcej. Wszystko kręci się wokół kasy. Awans jest nobilitacją, ale jednocześnie wiąże się zazwyczaj z podwyżką. Uczenie się nowych rzeczy pozwala się rozwijać, a wiadomo: im więcej potrafisz, tym więcej będziesz zarabiać. Tak?
Nie! Dostaniesz dokładnie tyle ile trzeba Ci zapłacić, aby biznes się kręcił. Jeżeli codziennie rozpatrujesz reklamacje i dodatkowo nauczysz się wyliczać ryzyko kredytowe to dostaniesz podwyżkę? Nie, ponieważ nadal masz siedzieć i rozpatrywać reklamacje. Takie zajmujesz stanowisko. Z biznesowego punktu widzenie bardziej opłaca się zatrudnić na Twoje miejsce kogoś nowego, przeszkolić go i posadzić w Twoim krześle, niż dać Ci podwyżkę. Business is business. To nie przełożony rozdaje podwyżki i awanse. Zgodzisz się ze mną? Przecież ostateczne decyzje podejmowane są wyżej. No to kto? Dyrektor? Prezes? Nie.

.

Ty dajesz sobie podwyżkę. Ty dajesz sobie awans.

Ty zapewniasz sobie dodatkowe możliwości rozwoju.

Wiem, że dla wielu może to brzmieć absurdalnie, ale pomyśl o tym w ten sposób. Chcesz dostać podwyżkę. Co musisz zrobić żeby dostać podwyżkę? Odpowiedź może być różna w zależności od tego gdzie i na jakim stanowisku pracujesz, ale generalnie musisz albo pokazać, że stać Cię na więcej, albo zdobyć nowe kwalifikacje, takie które są potrzebne na Twoim stanowisku pracy i pozwalają zarabiać więcej, albo musisz zmienić pracę (bądź stanowisko wewnątrz tej samej firmy). Myślisz, że jak pójdziesz do przełożonych i powiesz, że chcesz zarabiać więcej, to tak się stanie? Że jeśli powtórzysz to odpowiednią ilość razy, to w końcu ktoś zareaguje? To nie jest gra komputerowa, tutaj nie działa „dziesięć razy X i trzy razy kółko„. Ty decydujesz o tym ile zarabiasz. Zarabiasz za mało? Dowiedz się co musisz zrobić aby zarabiać więcej i zrób to. Jeśli nic nie da się zrobić, to znaczy że musisz zmienić pracę. Jeśli inne firmy na tym samym stanowisku płacą tyle samo, to znaczy że musisz zmienić swoje kwalifikacje na wyższe. A może musisz zmienić branżę? Niezależnie od tego która ścieżka jest dla Ciebie optymalna – to Ty ją wybierasz i Ty nią podążasz. Nie robiąc nic i narzekając nie sprawisz, że zmieni się status quo. Chcesz awansować, ale nie masz takiej możliwości? Cóż, nie wszyscy w firmie mogą być dyrektorami. Jeśli nie ma stanowiska na które możesz awansować, to spróbuj je stworzyć. Nie da się? Poszukaj awansu poprzez zmianę pracy. Podobno tak jest najprościej :) W dzisiejszych czasach tak łatwo jest się rozwijać bez konieczności oglądania się na swoją firmę. Jest internet z całą górą materiałów do nauki, są szkolenia, kursy, certyfikaty. Wszystko na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko chcieć.

A jeśli Ci się nie chce, to zaakceptuj to gdzie jesteś. Zaakceptuj swoje zarobki, swoją pracę, swoich współpracowników. Ciesz się tym co masz wiedząc, że świadomie rezygnujesz z tego co możesz mieć. Dzięki temu będzie Ci się pracowało lepiej, będziesz chętniej chodzić do pracy, będziesz bardziej zaangażowanym pracownikiem, dokładnie takim jakiego firma chce mieć. Nie będzie Cię smucić brak podwyżki, bo będziesz wiedzieć, że przecież w każdej chwili możesz wstać, powiedzieć „dziękuję” i iść poszukać swojego szczęścia przy innym stoliku. Taki właśnie jest wolny rynek.

Ale w moim mieście nie ma pracy, muszę się trzymać tego co mam
Nie mogę odejść, mam kredyt na karku
Moje dziecko chodzi tutaj do szkoły, przeprowadzka nie wchodzi w grę
Nie mam czasu na douczanie się

Wymówkę każdy znajdzie. My, Polacy, jesteśmy w tym świetni. Szkoda, że nikt nie płaci za wymyślanie wymówek :) Każda z nich oznacza dokładnie to samo: „jestem tu gdzie jestem i nie chcę tego zmienić„. Gdyby było naprawdę źle, to żadna wymówka nie powstrzymałaby Cie przed zmianą. Gdyby naprawdę chcieć, to da się zrobić tak wiele! To gdzie jesteś i kierunek w którym podążasz są wypadkową wszystkich Twoich decyzji i wyborów, zachcianek i wyrzeczeń.
Dlatego następnym razem gdy będziesz szykować się do zasłonięcia się kolejną wymówką pomyśl dwa razy i albo powiedz że Ci się nie chce, tak zupełnie szczerze, bo wolisz być tu gdzie jesteś, albo zastanów się co Cię tak naprawdę powstrzymuje i zrób ten pierwszy zamach by skruszyć mur zasłaniający Ci Twoją nową przyszłość.

W swoich rękach trzymasz dłuto i młot. Powodzenia!

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *