Kto jest szefem jakzdrowozyc.pl i jak pracuje się dzień w dzień z żoną?

Ostatnie 3 miesiące to był piękny okres w naszym życiu. Z jednej strony przez prawie dwa miesiące zwiedzaliśmy Nową Zelandię (tak, wiem, zalegam z relacją, ale obiecuję, że będzie), a z drugiej strony podjęliśmy się zrobienia czegoś, co okazało się naprawdę dużym projektem. Mowa tutaj o naszym kursie „Dieta w pracy”. Na początku chcieliśmy zrobić prosty kurs. Wypisaliśmy sobie rozdziały na kartce papieru i zabraliśmy ją ze sobą w podróż po Nowej Zelandii. Chcieliśmy, aby nasze filmy były kolorowe, słoneczne i radosne, dlatego chcieliśmy przynajmniej większość materiału nakręcić właśnie tam, gdzie była pełnia lata. Myśleliśmy, że pójdzie łatwo, ale nie mogliśmy być w większym błędzie.

Plan był taki, aby każdy temat zamknąć w maksymalnie 10 minut, tak by dało się to spokojnie obejrzeć na szybko w wolnej chwili. Ale już przy pierwszych rozdziałach zrozumieliśmy, że to się tak nie da. Każdy odcinek opowiadał o bardzo ważnych rzeczach i mentalnie nie mogliśmy pogodzić się z tym, aby skracać to, co czujemy że warte jest powiedzenia. Na dodatek z każdym nagranym odcinkiem pojawiały się pomysły aby opowiedzieć jeszcze o tym i o tamtym, bo to przecież też ważne i nawiązuje do odpowiedniego odżywiania w pracy. Koniec końców kurs nam się bardzo rozrósł i musieliśmy postawić gdzieś granicę, której nie możemy przekroczyć. Była ona podyktowana przede wszystkim czasem, jaki pozostał nam do daty premiery kursu, której bardzo nie chcieliśmy przekroczyć.

W Nowej Zelandii nakręciliśmy większość odcinków, ale to wszystko był tylko surowy materiał, który wciąż wymagał dużej ilości obróbki, cięć, składania, odsłuchania, poprawek. A oprócz plików wideo w kolejce czekało jeszcze tyle innych rzeczy! Na przykład film promocyjny, który chcieliśmy mieć jak najszybciej. Scenariusz do niego zmienialiśmy chyba 5 razy, aż w końcu zdecydowaliśmy się na taki:

.

.

Wyszło całkiem fajnie (nam się podoba ;)), choć bijemy się w pierś, dźwięk nie jest najwyższych lotów :) Zabrakło nam tutaj sprzętu.
To jednak był tylko przystanek, a w kolejce czekały jeszcze inne rzeczy, w tym wiele niewiadomych. Jak udostępnić kurs? Gdzie przechowywać materiały? Jak zautomatyzować proces zakupu? Jak obsłużyć płatności w połączeniu z nowym oprogramowaniem? No i wszystkie obiecane dodatki! W głowie mieliśmy to poukładane, ale wciąż trzeba było znaleźć czas, aby to zrobić :)

Tak, ostatnie dwa tygodnie to prawdziwy „maraton”, praca od rana do wieczora z przerwą na trening i zabawy z Hanią. Widać już jednak koniec i muszę przyznać, że rzadko bywam tak dumny z czegoś, co stworzyłem, czego jestem częścią. Mam takie uczucie, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty, stworzyliśmy mnóstwo wartościowych materiałów, które mają duże szanse zmiany czyjegoś życia na lepsze, a taka przecież jest misja naszego bloga! :) Dodatkowo zdobyliśmy mnóstwo cennej wiedzy i doświadczenia, tworząc ten kurs. Podjęliśmy się zrobienia czegoś, co było dla nas obszarem nieznanym. Wyszliśmy poza naszą strefę komfortu i z determinacją zaakceptowaliśmy zmianę. Zawsze lubiłem myśleć, że jestem osobą, która zmian się nie boi, która uważa, że zmiana jest dobra, ponieważ pozwala się rozwijać i zabija nudę. Nie cierpię nudy :)

Podczas nagrywania brakujących odcinków naszego kursu, już tutaj, w naszym mieszkaniu, a nie wśród zielonych wzgórz Nowej Zelandii, wpadłem na pomysł, aby ostatni odcinek (który jest pierwszym odcinkiem kursu) nakręcić inaczej niż wszystkie inne, spontanicznie, bez przygotowania. Poprosiłem Marysię, aby napisała na kartce kilka pytań do mnie. Pytań związanych z kursem i z okresem, w którym on powstawał. Ja zrobiłem to samo, a następnie zadaliśmy sobie nawzajem przygotowane pytania (nie znając ich) i zupełnie szczerze na nie odpowiedzieliśmy. Marysia pyta mnie w nim między innymi o to kto jest szefem jakzdrowozyc.pl oraz czy nie mam dość wspólnej pracy z żoną :)  To jedno z moich ulubionych nagrań z kursu, ponieważ zawiera najwięcej nas i naszych uczuć. W pozostałych staraliśmy się ograniczać i skupiać na merytoryce, tak by nie wydłużać niepotrzebnie i tak już obszernych, w niektórych przypadkach, tematów. Zobaczcie jak to wyszło :)

.

.

Do startu kursu pozostało już mniej niż 4 dni. Jeżeli zastanawiasz się czy warto, to bez wahania odpowiadam: tak!
Co masz do stracenia? Zawsze możesz poprosić o zwrot środków, jeżeli uznasz, że nie było warto :)

Ostatnie dni przed deadline’em spędzamy aktywnie, startując na zawodach w Czechach (już drugi raz w tym roku). Podążamy za swoimi własnymi radami i wplatamy jak najwięcej aktywności fizycznej w nasz harmonogram, upakowany ostatnio po brzegi. Jednocześnie z niecierpliwością wyczekujemy momentu, kiedy będziemy mogli powiedzieć „START!” i rozpocząć nową przygodę w naszym życiu, razem z wszystkimi uczestnikami kursu. Cieszę się na samą myśl o tym! :) Myślę, że czeka nas niezwykle ekscytujący kwiecień :)

.

PODOBA CI SIĘ TEN TEKST?
okladka_zielone_koktajle

Stworzony przez nas kurs to upakowane w przejrzysty, poukładany i łatwy do przyswojenia sposób lata nauki, eksperymentów i trików, które sprawdziliśmy na sobie, swojej rodzinie i znajomych. Dzięki nim nasz własny sposób odżywiania zmienił się na taki, który pozwala nam każdy posiłek zjadać z radością, nie martwiąc się o to ile przytyjemy i czy może nam to zaszkodzić. Dieta, to nie odmawianie sobie tego, czy tamtego, dieta to sposób życia. Zobacz jak możemy pomóc Tobie, zajrzyj na
STRONĘ KURSU DIETA W PRACY.

Kurs zawiera:
* szybkie i zdrowe przepisy na śniadania, lunche i desery,
* listę zdrowych przekąsek do schrupania przed komputerem,
* wskazówki jak gotować szybciej i spędzać mniej czasu w kuchni,
* odpowiednią dawkę teorii, która pozwoli Ci odżywiać się zdrowiej.

Więcej przeczytasz na stronie kursu.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *