Odżywianie grupowe

Od 5 dni przebywamy na obozie sportowym, gdzie mamy okazję obserwować jak wygląda żywienie grupowe. Chociaż panie, które dla nas gotują, są bardzo miłe, to niestety jakość posiłków odbiega zdecydowanie od zdrowej i zbilansowanej diety. Od prawie dwóch lat w domu żywimy się zupełnie inaczej i już zapomniałam jak wygląda tradycyjna polska kuchnia, taka „babciowa”. Szkoda, że wysiłek jaki dzieci i młodzież wkładają w treningi są częściowo tracone przez takie właśnie odżywianie.

Na każde śniadanie i kolację jest zawsze żółty ser, wędlina i pomidor (około 3 plasterków na osobę) oraz tylko białe pieczywo. Dodatkowo codziennie jakiś dodatek, mający być urozmaiceniem. I tak na śniadaniach pojawiły się:
– 2* mleko z płatkami (płatki kukurydziane i czekoladowe)
– jajka z majonezem
– pasta jajeczna
– parówki

Czyli albo słodzone płatki albo jajka z dodatkowym tłuszczem.

Na kolacjach:
– Racuchy
– Naleśniki z serem
– Makaron z serem
– Pieczona kiełbasa
– Leczo

Oczywiście naleśniki i racuchy z białej mąki, smażone na dużej ilości tłuszczu. Makaron także biały. Gdzie warzywa i rośliny strączkowe?

Obiady nie przedstawiały się wiele lepiej. Jedynie zupy były bardziej urozmaicone. Drugie dania wyglądały już o wiele gorzej:
– Bigos z ziemniakami
– Mielony, ziemniaki, surówka z marchewki
– Spagetti z mięsem (z białego makaronu)
– Gołąbki z ziemniakami
– Noga kurczaka, ziemniaki, sałata lodowa

Tak że przez 5 dni, cztery razy jedliśmy ziemniaki, a tylko 2 razy surówki (niestety jedno składnikowe). Gdzie zalecane 5 porcji warzyw i owoców? Z trudem można tu uzbierać jedną :( Świeże warzywa powinny być elementem każdego posiłku i to różnorodne warzywa, a nie 3 plasterki pomidora.

Po naszej prośbie o kaszę, panie powiedziały, że dzieci to kaszy nie lubią. Razowego pieczywa pojawiły się po 3 kromki na 10 osobowy stół. Na pierwszy podwieczorek dostaliśmy pączki, na szczęście po interwencji Trenera w kolejne dni były już tylko banany i jabłka. Zastanawiam się z czego wynika taka sytuacja, czy jest to przyzwyczajenie pań kucharek, czy też przekonanie, że takie posiłki są najlepsze dla dzieci bo smaczne? Na myśl przychodzi też oszczędność ale przecież mamy sierpień i wszystkie warzywa są teraz najtańsze. Papryka, fasolka szparagowa, kalafior nigdy nie są takie tanie. Rozmowy z kucharkami nie wiele dały, bo one mogą ugotować tylko z tego co dowiezie im szefostwo i na nasze prośby o soczewicę lub fasolkę szparagową robiły wielkie oczy.

Na tym nie kończy się niestety zła dieta naszej młodzieży. Każde wyjście do sklepu to kolejne batoniki, czekolady i chrupki.

Wegańskie zamienniki jakie dostajemy nie są wiele lepsze. Tylko na śniadania dostajemy owsiankę lub kaszę jaglaną, które z dodatkiem własnych migdałów, mielonego siemienia lnianego i bananów, tworzą pożywny posiłek. Obiady to teksturowana soja smażona na dużej ilości tłuszczu lub biały makaron z pesto. Na kolację zamiast naleśników z serem, jemy z dżemem. Gdyby nie to, że nie mamy dostępu do kuchni ani czasu na przygotowanie własnych posiłków (przy trzech treningach dziennie) już dawno byśmy zrezygnowali z tego jedzenia, a tak niestety musimy za to płacić :( Zdecydowanie nie jest to dobrze zbilansowana dieta wegańska czy wegetariańska, a jeżeli ktoś tak właśnie rozumie wegetarianizm to szybko może mieć niedobory witamin i minerałów. Ratujemy się owocami, gotowaną kukurydzą i puszkowaną fasolą. I chociaż na obozie bardzo mi się podoba to cieszę się, że już za 2 dni będziemy w domu, fasolka szparagowa i kotlety z soczewicy będą naszym pierwszym obiadem :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *