Przepis na aktywny weekend

Żebyście nie myśleli sobie po moim pierwszym wpisie, że w domu siedzę jak w klasztorze i tylko medytuję, dzisiaj podzielę się z Wami moim standardowym przepisem na aktywny, udany weekend. Tomek dopiero zacznie dzielić się z Wami konkretnymi radami jak zachować pieniądze w tych rozhasanych portfelach, ale zapewniam Was, że po skorzystaniu z moich rad nie będziecie musieli łatać dziury budżetowej tygodniami 😀 Jestem wielkim zwolennikiem częstych i tanich wypadów za miasto i spędzania ich na łonie natury. Cały tydzień pracuję, więc po co mi kolejne 2 dni w mieście?

I. Plan ogólny

Przede wszystkim zastanawiam się na co mam ochotę. Czy chcę się sprawdzić, rywalizować, zabawić się czy zwyczajnie aktywnie odpocząć. W zależności od tego najczęściej wybieram pasującą imprezę sportową. Im bardziej po głowie chodzi mi rywalizacja, tym chętniej jadę na biegi, czyli wybieram to w czym czuję się dobry. Jeśli chce się sprawdzić, wybór pada na coś bardziej ekstremalnego. Mogą to być biegi na dłuższych dystansach, w górach, lub inny sport. Byle było ciężko. Kiedy jednak nie jestem aż tak bojowo nastawiony, popuszczam wodze fantazji i wybieram coś co fajnie brzmi albo wygląda. Po prostu coś nowego. Oczywiście nie zawsze są to jakieś zawody. Czasem z Martą jeździmy coś pozwiedzać, pochodzić po górach lub odpocząć nad jeziorem.

II. Dojazd

Kiedy termin jest już ustalony, czas pomyśleć jak się dostać na miejsce i zaklepać jakiś nocleg. W 3 osoby lub więcej opłaca się zazwyczaj brać samochód ale jadąc samotnie lub w 2 osoby już trzeba trochę pokombinować. Dla studentów dobrą opcją jest z reguły PKP, za sprawą 51% zniżki na bilet. Dla tych bez zniżek polecam Polskiego Busa, gdzie można upolować bardzo tanie bilety, jeśli planuje się wyjazd z odpowiednim wyprzedzeniem. Warto wiedzieć, że prócz wspomnianego Polskiego Busa, inne linie autobusowe również oferują bilety w cenach nawet od złotówki. Ostatecznie, w letnim okresie zostaje autostop. W przypadku wypadów weekendowych sprawdza się raczej na krótkich przejazdach , bo przy dłuższych można by całe dwa dni spędzić z wystawionym kciukiem w górę. Chociaż podejrzewam, że i tak byłaby to świetna przygoda!

III. Nocleg

Z noclegami zawsze rozważam kilka opcji:

1. Wcześniejsze znalezienie kwater prywatnych w internecie.

Zależnie od regionu można znaleźć kwatery prywatne już od 25-30 zł za osobę, więc czasem nie chcąc wydać zbyt wiele szukam najtańszej opcji. Wystarczy łóżko, ciepła woda i dostęp do aneksu kuchennego. W przypadku ostatniego zawsze można się bez większego problemu dogadać z właścicielami jeśli nie ma osobnej kuchni dostępnej dla turystów. Poszukiwań dokonuję zazwyczaj na http://meteor-turystyka.pl/ ale podobnych stron jest cała masa.

2. Szukanie kwater na miejscu

Opcja najlepsza poza sezonem. Wtedy jest bardzo mało turystów i praktycznie wszyscy maja wolne miejsca w atrakcyjnych cenach. Niektórzy nawet nie reklamują się w internecie (chociaż teraz to już rzadkość). Czasem udaje nam się tak znaleźć nocleg za 15-20 zł w zaskakująco dobrych warunkach.

3. Namiot

W wersji bezpieczniejszej: pole namiotowe, w wersji survival: na dziko. Mimo, że według prawa zazwyczaj nie można biwakować na dziko, to trzymając się podstawowych zasad zdarza mi się czasem to uskuteczniać. Pamiętajcie zawsze dokładnie po sobie posprzątać i dobrze zabezpieczyć ognisko! Największą zaletą tej opcji jest bliskie obcowanie z naturą, no i oczywiście wysoki wskaźnik budżetowości :)

4. Couchsurfing

Moja ulubiona opcja, ale możliwa raczej tylko kiedy jedziemy do innego miasta lub w bardziej cywilizowane miejsce. Możliwość poznania nowych ludzi i nocleg za darmo brzmią super. I tak też jest. Jak ktoś nie wie o co chodzi zachęcam do odwiedzenia strony http://couchsurfing.org. Ludzie udostępniający swoje kanapy to zazwyczaj bardzo otwarte osoby, które nie dość, że chętnie nas przenocują, to jeszcze podpowiedzą co warto zobaczyć w okolicy.

IV. Jedzenie

Przed wyjazdem zawsze też robię zakupy, bo czasem nie jest łatwo dostać kilka rzeczy które na co dzień jadamy. W domu przygotowuję różne pasty do kanapek, żeby można było w każdej chwili coś na szybko zjeść. Zastanawiam się czy będę miał czas przygotować sobie na miejscu obiad, a jeśli tak, to również biorę na niego składniki. Z reguły budżet jedzeniowy nie przekracza 60 zł na weekend. Wiadomo, że w przypadku częstszego jedzenia w jakimś lokalu kwota ta ulega powiększeniu :) Jeśli jednak jadę samochodem to staram się wszystko brać z domu.

Ostatnią rzeczą jest pytanie, czy lepiej wyjechać w piątek czy sobotę rano. Stosuję tutaj prostą zasadę. Jeśli mam mniej niż 200 km wolę wyjechać w sobotę bardzo wcześnie rano i zaoszczędzić na noclegu i wydatkach dodatkowych. Jeśli więcej, jednak wolę dopłacić ale mieć więcej czasu w sobotę.

V. Koszt wypadu

Przykładowy koszt weekendowego wypadu na Jurę Krakowsko-Częstochowską dla 2 osób z Pabianic:

Dojazd samochodem – 125 zł (auto gaz, przejechane 500 km)

Nocleg – 0 – 120 zł (namiot albo tanie kwatery prywatne, 2 noce)

Jedzenie – 120 zł (zabrane w większości z domu)

Dodatkowe koszta – 60 zł (wpisowe na zawody, wypożyczenie rowerów, itp.)

Suma: 425 zł na 2 osoby

Wychodzi lekko ponad 200 zł na osobę i należy pamiętać, że jest to opcja „na bogato”. Jadąc np. w 4 osoby i śpiąc w namiotach można bez problemu zejść do 100 zł na osobę, czyli do kwoty, którą myślę, że każdy potrafi znaleźć przynajmniej raz w ciągu miesiąca. Największą pułapką finansową na takich wyjazdach są jednak drobne, częste zakupy. Nie raz zdarzało mi  łapać na myśleniu „A co mi tam, jestem na wyjeździe więc mogę sobie to kupić”. Ten schemat poza domem działa ze zdwojoną siłą, więc uważajcie, bo to może podbić cenę wyjazdu nawet o połowę!

Jak zatem widzicie, można się wybrać na świetny weekend mając tylko 100 zł w portfelu. Samodzielnie zdecyduj co wolisz: przygodę, czy może kolejny wieczór w barze?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *