Kiedy nic się nie chce..

2

Są dni w które autentycznie nic mi się nie chce. No normalnie padłbym przed telewizorem i palcem nie ruszał. Każdy chyba miewa takie chwile ale zdecydowanie nie każdy potrafi sobie z nimi radzić. Jakby się temu stanowi przypatrzeć z boku, to jest to jedna wielka huśtawka emocjonalna. Myśli biją się z emocjami. W jednej chwili pragnienie chwilowego zadowolenia bierze górę, po minucie jakiś głosik w tyle głowy szepcze: „Nie możesz się tak obijać..”. Następnie przychodzi fala niezdecydowania i napięcia emocjonalnego, zaraz znowu wizja beztroskiego „nicnierobienia” , a po niej świadomość, że jednak coś wypadałoby zrobić. Szamoczemy się w tych emocjach nie wiedząc co począć. Zaczynamy myśleć, czy to co robimy ma w ogóle jakiś sens. Czy warto się tak zajeżdżać? Po co? Po takich jazdach nagle stwierdzamy, że naprawdę jesteśmy zmęczeni i faktycznie odpoczynek dobrze nam zrobi. Sumienie na chwile zostaje uspokojone, by nagle, kiedy już zaczynasz się odprężać, zaatakować ze zdwojoną siłą. I karuzela zaczyna się od nowa…

Znacie to? Bo ja znam doskonale. Jak tylko robi się za oknem paskudna szarówka, albo mam gorszy dzień, od razu szukam wymówek przed samym sobą żeby czegoś nie zrobić, jednocześnie z całą pewnością postanawiając sobie, że zrobię to następnego dnia. I w mojej wyobraźni zaczyna się kreować idealny dzień jutrzejszy. Ja, uśmiechnięty, robiący to, co miałem zrobić dzisiaj, z ogromną przyjemnością. Przy takiej wizji już jestem o krok od przytaknięcia sobie w myślach: „Tak jest Marian, jutro wszystko będzie OK, a dzisiaj sobie odpocznij”. No i odpoczywam, tylko że następnego dnia napięcie znów się pojawia i mój podstępny umysł próbuje powtórzyć cały schemat.

Dzisiaj właśnie mam taki dzień. Dlaczego o tym piszę? Bo zacząłem obserwować cały proces. Cały ten łańcuch myśli. Kiedy się to spisze i przeczyta, dopiero wtedy sobie człowiek uświadamia w jak przewrotny sposób staramy się oszukiwać samych siebie, usprawiedliwiać i wytwarzać utopijne obrazy przyszłości w której wszystko się udaje. Taki stan nie jest zły. Ale tylko wtedy, kiedy zdajemy sobie z niego sprawę i jesteśmy w stanie go zaakceptować. Bo czasem faktycznie nie ma nic ważnego do zrobienia, tylko nasze ego podpowiada nam: „Musisz coś robić, to źle się tak obijać”. A wiecie co? To wcale nie jest złe się obijać, bo niby dlaczego? Mamy po prostu bardzo głęboko zakorzenione przekonania typu: „Czas to pieniądz”, „Jestem zdolny, więc muszę coś robić”, „Jak nic nie będę robił to do niczego nie dojdę”. OK, są one częściowo prawdziwe, ale tylko w kontekście dłuższej perspektywy czasowej i własnych priorytetów. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy faktycznie jest sporo rzeczy do zrobienia, a my błądzimy w naszych głowach zbyt długo. Wtedy, najlepszym sposobem aby coś zrobić jest… zacząć to robić.

I tak właśnie powstał ten post… :)

2 Responses

  1. ewczaa

    „Tak jest Marian, jutro wszystko będzie OK, a dzisiaj sobie odpocznij” :)

    a ja w pracy przez nastepne 3-4 godziny. Umilam sobie czas czekajac na wyniki pomiarow czytajac wasze posty.
    postanowilam ze dzisiaj przeczytam Twoje posty o medytacji!

    buziaki!

    Odpowiedz
    • Mariusz Pabich
      Mariusz Pabich

      Hej Ewcza! No to wychodzi na to, że dobrze pożytkujesz swój czas :) Mam nadzieję, że znajdujesz w tej lekturze coś dla siebie :)

      Pozdrawiam!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *