Skuterem po Pai i okolicy, część I

1

Ulice pełne skuterów

Mariusz zawiózł mnie do największej i najbardziej znanej wypożyczalni w mieście. Spodziewałem się na miejscu nieco więcej formalności, ale Tajlandia nie działa w ten sposób. Zostawiłem paszport, pieniądze, dostałem świstek papieru i trzy kaski dla naszej rodzinki. Po niespełna 5 minutach przed wejściem czekał na mnie facet ze skuterem.
– Jeździł pan kiedyś na motorze? – zapytał widząc moją niepewną minę.
– Tak – odpowiedziałem niezbyt pewnie. Mniej więcej 30 minut wcześniej Mariusz udzielił mi moim pierwszych i ostatnich lekcji.
– No to proszę – gość daje mi kluczyki i ręką wskazuje na skuter.
OK, to nie może być takie trudne. Wkładam kluczyk, próbuję odpalić. Nie działa. Facet mi pokazuje, że trzeba razem z hamulcem, bo inaczej nie odpali. Naciskam hamulec i potem zapłon. Silnik zabzyczał i jest na chodzie. Rozglądam się w obie strony. Oczy mam pewnie jak 5 złotych i wyglądam na totalnego amatora. Już mam ruszać, kiedy czuję rękę na ramieniu. Oglądam się, a facet z wypożyczalni żegna mnie słowami:
– Please, slowly, please…
To tyle jeżeli chodzi o mój wizerunek rajdowca.
Facet spi na skuterze - rynek w Pai
Skutery to najlepszy środek transportu w Pai. Na ulicach jest ich pełno. Największa wypożyczalnia ma ich podobno 200 na stanie i często zdarza się, że żaden nie jest dostępny (tak było ostatnio, kiedy przedłużałem wypożyczenie mojego). Jeżdżą na nich zarówno lokalsi jak i turyści. Ci pierwsi mkną ulicami bezstresowo, nie robiąc sobie nic z powszechnie obowiązujących przepisów, ci drudzy natomiast dzielą się na dwie grupy:
– ostrożnych, którzy zazwyczaj jadą wolniej niż reszta i trzeba wyprzedzać;
– mistrzów kierownicy – zazwyczaj jadą za szybko i robią dużo hałasu – wczoraj widzieliśmy, jak jeden taki przywalił w ciężarówkę.
W Tajlandii panuje ruch lewostronny, do którego przyzwyczaiłem się bardzo szybko. Oprócz tego najważniejszym przepisem jest: prawo silniejszego. Jedziesz drogą z pierwszeństwem i z podporządkowanej zbliża się truck, albo ciężarówka? Zwolnij, bo na 90% nawet się nie zatrzyma i czeka cię hamowanie. Miałem tak już kilka razy. Z drugiej strony często zdarza się, że na skrzyżowaniach takie większe auta przepuszczają najpierw drobnicę, a dopiero później ruszają. Także… spodziewaj się wszystkiego. Jedź pewnie, płynnie, a wszystko będzie dobrze… miejmy nadzieję.
Po kilku dniach jeżdżenia czuję się już dość pewnie na skuterze i jazda sprawia mi dużo frajdy :)
.

Górskie miasto bez górskiej turystyki

Spacer przez las w Pai - Tajlandia
Pai otoczone jest ze wszystkich stron górami. Słońce w lutym znika już o godzinie 18, a noce i poranki są chłodne. Powietrze zazwyczaj jest mało przejrzyste, ale zawsze na tle nieba widać przynajmniej zarysy okolicznych gór, które w większości pozostają… niedostępne dla turystów. Podczas kilkunastu dni pobytu w Pai nie natknęliśmy się na żadne szlaki górskie, drogowskazy pokazujące ścieżkę na szczyt, czy choćby jakieś miejsca, gdzie można wynająć przewodnika. Faktem jest, że specjalnie takich rzeczy nie szukaliśmy, ponieważ z Hanką i tak byśmy za daleko nie zaszli, ale mimo wszystko… Przemysł w Pai to turystyka, ale nie turystyka górska. Bary, lokale, restauracje, gorące źródła, przejażdżki na słoniach, masaże, tatuaże, szkoły gotowania, street food. Wygląda na to, że wokół tego kręci się tutaj biznes. W okolicy można znaleźć kilka ładnych wodospadów, ale na pięknym szlaku do jednego z nich spotkaliśmy w ciągu 4 godzin może z 20 osób. To bardzo mało, jak na kilka tysięcy turystów, którzy stale okupują miasto i okolicę. Nie wiele osób przyjeżdża tutaj by wędrować po górach, oblewać się potem i podziwiać dziką, górską przyrodę. Być może nie nadszedł jeszcze na to czas.
Nie dziwię im się… Pai to znakomite miejsce do relaksu i odpoczynku, leniuchowania, powolnego sączenia koktajli owocowych. Komu chciałoby się łazić pod górę…?
.
Więcej wkrótce… :)

.

One Response

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *