Soylent, napój zastępujący jedzenie – nowoczesność czy profanum?

5

Każda porcja jedzenia to w gruncie rzeczy zestaw określonych substancji, witamin i minerałów, tworzących razem coś, co ma określony kształt, konsystencję, teksturę, smak, zapach. A gdyby tak rozłożyć nasze codzienne jedzenie na czynniki pierwsze, takie jak białko, węglowodany, wapń, magnez, cynk, witamina C, A, D, E, i tak dalej? A gdyby tak zmieszać to wszystko z wodą i po prostu wypić? Czy można odżywiać się w taki sposób? Takie pytanie kilka lat temu zadał sobie Rob Rhinehart i postanowił to sprawdzić na sobie samym. Wyniki tego eksperymentu są moim zdaniem niezwykłe. Od początku uważnie się mu przyglądam.

.

Eksperyment na własnym ciele

Co pcha człowieka do tego, aby eksperymentować w tak ekstremalny sposób z jedzeniem? W przypadku Roba była to chęć zmniejszenia ilości energii potrzebnej do pozyskania energii, czyli najprościej mówiąc chłopak nie lubi przygotowywać jedzenia i marnować czasu na jego spożywanie, więc postanowił poszukać efektywniejszego sposobu. Korzystając z zasobów internetu Rob stworzył listę wszystkich substancji chemicznych potrzebnych człowiekowi, a następnie zdobył każdą z nich w surowej postaci, czyli proszku lub płynu. Przez pierwsze dni jego mieszkanie wyglądało jak labolatorium chemiczne. Zmieszanie wszystkich substancji w odpowiednich proporcjach i z dodatkiem wody dało początek napojowi o beżowym zabarwieniu i lekko słodkim smaku, który Rhinehart nazwał Soylent. Jego zdaniem to było dokładnie to, czego człowiek do życia potrzebuje. Wszystkie niezbędne składniki zamknięte w jednej butelce. Posiłek, który możesz „skonsumować” w 30 sekund i kontynuować swój dzień. Aby sprawdzić słuszność swojej teorii, Rob rozpoczął 30-dniowy eksperyment, podczas którego planował pić tylko i wyłącznie stworzony przez siebie napój.

.

Brakujące składniki i żonglowanie proporcjami

Na początku sam autor podchodził do swojego dzieła sceptycznie. Teoria torią, ale w praktyce wiele rzeczy może pójść źle. Napisał: „Wtedy nie wiedziałem, czy Soylent mnie zabije, czy da mi super-moce”. Mimo wszystko ruszył z eksperymentem. Jak sam twierdzi, po pierwszym „posiłku” czuł się syty, a napój był bardzo smaczny. Sił starczyło mu spokojnie do pory obiadowej, kiedy to wypił drugą butelkę. Przez pierwsze dwa dni zaobserwował wzrost poziomu energii. Osobiście podejrzewam, że to wynik ekscytacji wynikający z robienia czegoś niezwykłego, niż efekt spożycia napoju, co zdają się potwierdzać inne osoby, które w późniejszym czasie zdecydowały się na 30-dniową dietę opartą wyłącznie o Soylent. W ich relacjach można przeczytać, że pierwsze dni to raczej mniejszy poziom energii. Ciało potrzebuje czasu na dostosowanie się do nowego pokarmu.

Trzeciego dnia Rob zaobserwował przyspieszone bicie serca. Zasiadł do książek i internetu, szukając możliwej przyczyny i odkrył, że zapomniał dodać żelazo do swojej mieszanki. Po uzupełnieniu braków jego tętno wróciło do normy. W kolejnych dniach odnotował poprawę stanu swojej skóry, a także zaczął chodzić na siłownię (po części dlatego, że miał na to ochotę, a po części dlatego, że chciał sprawdzić czy Soylent pozwoli mu wykonywać wysiłek fizyczny). Ku jego zdziwieniu, okazało się, że przychodzi mu on łatwiej, niż wcześniej.

Drugi tydzień Rob poświęcił na modyfikowanie proporcji napoju, poszukując odpowiedniej dla siebie kombinacji. Pisał, że gdy jego organizm odczuwał brak określonej substancji, to komunikował to poprzez pragnienie zjedzenia pożywienia bogatego w dany składnik. Po dopracowaniu receptury wszystko szło już jak po maśle, a eksperyment spokojnie i bez problemów zmierzał ku końcowi.

.

Zaskakujące wyniki

Przed, w trakcie, i po 30-dniowym okresie odżywiania wyłącznie czystymi chemikaliami, Rhinehart robił sobie dokładne badania krwi, mierzył poziom cukru, kontrolował wagę i tętno. Wszystkie wyniki na koniec eksperymentu miał w normie, choć niestety nie podał w swojej relacji jak wyglądały jego badania na samym początku. Inny śmiałek, Josh Helton, po takim samym eksperymencie zaobserwował, że pomimo pewnych odchyleń od normy przed rozpoczęciem eksperymentu, wszystkie wskaźniki wróciły, w zalecany przez medycynę zakres, po 30 dniach wyłącznie na Soylent. To bardzo ciekawe, ponieważ Josh, w przeciwieństwie do Roba, jest bardzo aktywnym lekkoatletą. W czasie trwania swojego eksperymentu każdego tygodnia przebiegał około 65 mil!

Wracając do autora receptury, opisał on także swoje wrażenia subiektywne po zakończeniu eksperymentu. Bez dwóch zdań jest w nich sporo emocji i trzeba na to spojrzeć przez pryzmat stronniczości, tak przynajmniej mi się wydaje, ale…

Oto co Rob zaobserwował:
– polepszona wydolność fizyczna,
– ładniejsza cera,
– bielsze zęby,
– gęstsze włosy,
– zniknął łupież,
– niższe tętno spoczynkowe,
– brak infekcji,
– ustąpiło zrogowacenie mieszkowe skóry, na które cierpiał,
– więcej energii,
– lepsze skupienie i zdolność utrzymania go przez dłuższy czas,
– lepsza efektywność pracy,
– lepsza pamięć,
– większa świadomość otaczającego świata,
– poprawione refleksy,
– lepszy sen.

Wygląda imponująco, prawda? Do tego Rob zauważa także inne aspekty eksperymentu. Podczas jego trwania poświęcił dużo mniej czasu na przygotowanie posiłków, a w dodatku kosztowały go one sporo mniej, niż zwykłe jedzenie. Zwraca także uwagę na fakt, że nie każdy będzie potrzebował dokładnie takich samym proporcji, ponieważ są one zależne w pewnym stopniu od trybu życia. Na przykład osoby intensywnie uprawiające sport mogą potrzebować więcej kalorii (Josh, biegacz o którym wspominałem wcześniej, faktycznie po pewnym czasie zaczął dokładać do mieszanki łyżkę masła orzechowego), albo mniej tłuszczów (na przykład osoby, które chcą stracić na wadze).

Nie bez echa pozostał także aspekt socjalny. Rob zauważył, że posiłki to nie tylko dostarczanie energii dla organizmu, ale także czas spędzany ze znajomymi i rodziną. Zarówno on jak i Josh odczuwali brak tego elementu w ich życiu i z radością powrócili do spotkań towarzyskich po zakończeniu eksperymentu.

.

Globalne implikacje eksperymentu

Musisz przyznać, że to wszystko jest bardzo ciekawe, prawda? Gdy przeczytałem po raz pierwszy o Soylent, byłem bardzo podekscytowany. Gdyby taki napój mógł faktycznie zastąpić, choćby w pewnym stopniu, nasze jedzenie, to mógłby zmienić bardzo dużo w życiu wielu, wielu ludzi.

Oto kilka potencjalnych zalet:
– jeżeli jego produkcja jest tańsza, niż standardowego jedzenia, to mógłby pomóc rozwiązać problem głodu na świecie,
– mógłby zaoszczędzić mnóstwo czasu spędzanego na przygotowaniu posiłków i można by spożytkować ten czas na inne rzeczy, takie jak spotkania towarzyskie, uprawianie sportów, nauka i dokształcanie się, czy rozrywka (oczywiście osoby doskonale bawiące się w kuchni nadal mogły by to robić ;)),
– ludzkość przestała by marnować tak ogromne ilości żywności, jak to ma miejsce obecnie (gorąco polecam: https://www.youtube.com/watch?v=i8xwLWb0lLY),
– przestalibyśmy produkować ogromne ilości śmieci (większość pochodzi właśnie od żywności),
– nie trzeba by wciskać już dzieciom na siłę warzyw 😉 Taki napój dostarczałby im wszystkich niezbędnych składników w jednej szklance,
zmniejszyłaby się ilość zachorowań, ponieważ organizmy ludzkie były by lepiej odżywione i miałyby mniej braków elementarnych,
– mniejsza ilość ścieków (organizm praktycznie nie ma czego wydalać, więc człowiek wypróżnia się dużo rzadziej).

Na pewno mógłbym wymyśleć jeszcze kilka innych, ale powyższa lista jest już wystarczająca do tego, aby wzbudzić zainteresowanie. Dyskusja jaka rozgożała po opublikowaniu wyników pierwszego eksperymentu była bardzo burzliwa. Jak zwykle pomysł miał swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników. Widząc ogromne zainteresowanie, Rob wstrzymał się z publikacją szczegółowego składu stworzonego przez siebie napoju, a w zamian rozpoczął zbiórkę pieniędzy na badania i produkcję Soylent. Była to jedna z najbardziej skutecznych, publicznych akcji zbierania środków (tzw. crowdfunding). W ciągu kilku tygodni Rob pozyskał ponad 3 miliony dolarów od ludzi, którzy chcieli aby Soylent trafił do ogólnodostępnej sprzedaży. W późniejszym czasie udało mu się zainteresować projektem również inwestorów, którzy dołożyli kolejne 20 milionów.

.

Soylent po komercjalizacji

Dziś Soylent to gotowy produkt. Jego receptura jest wciąż udoskonalana, ale od około dwóch lat jest on dostępny do kupienia w USA, a także w Kanadzie. Można go zamówić w postaci proszku, który należy rozrobić z wodą, a od niedawna także w postaci gotowego, butelkowanego napoju. Więcej można zobaczyć na ich stronie: https://www.soylent.com/
Niestety wygląda mi na to, że jednak pomimo początkowych marzeń autora i pięknych wizji, projekt poszedł w stronę komercyjną i jest obecnie promowany jako uzupełnienie diety, szybki posiłek wtedy, kiedy nie ma czasu na jedzenie. Celem są studenci, dla których taki napój, wypijany w przerwie pomiędzy zajęciami, może być „cool”, a także biznesmeni, którzy docenią łatwość i szybkość przygotowania, a tym samym oszczędność czasu. Cena za 28 porcji (czyli ilość, która powinna wystarczyć na tydzień) to $54, czyli ponad 150 zł. Zdecydowanie nie jest to tania forma jedzenia, przynajmniej w odniesieniu do polskiego rynku. Amerykanie i Kanadyjczycy, szczególnie single, mogą jednak znaleźć tą cenę jako atrakcyjną.

Soylent to nie tylko produkt, ale też społeczność. Gdyby spojrzeć na ta miksturę z nieco innej perspektywy, można stwierdzić, że nosi ona znamiona hackerstwa, łamiąc powszechne zasady i porządek. Takie idee przyciągają ludzi, szczególnie młodych. Rob ma wielkie wizje rozwoju swojego produktu. Z tych bardziej przyziemnych, chciałby aby każdy mógł dostosować Soylent do siebie, szczególnie pod względem smaku, dlatego założył portal na którym ludzie mogą wymieniać się swoimi pomysłami i przepisami z wykorzystaniem Soylent. Jest tego mnóstwo.

.

Podsumowując, Soylent to piękna wizja i marzenie. Tak samo jak mnóstwo innych osób, ja także mam swoje wątpliwości co do tego produktu, ale widzę również jego ewidentne zalety. Myślę, że obecnie jego miejsce w życiu i kulturze homo sapiens jest dokładnie tam, gdzie jest pozycjonowany, czyli jako posiłek uzupełniający. Jak zwykle, nowości budzą pewien niepokój i cały czas się zastanawiam, czy taki sposób „jedzenia”, bądź co bądź nienaturalny dla człowieka, faktycznie jest zdrowy. Myślę, że czas pokaże, dlatego z uwagą śledzę nieustannie rozwój produktu i doniesienia na jego temat.

.

A co Ty o tym sądzisz? Podoba Ci się pomysł zastąpienia tradycyjnego posiłku szklanką napoju? Czy zgadzasz się z przynajmniej niektórymi zaletami Soylent? Jakie są Twoje wątpliwości? Daj mi znać w komentarzu, ciekaw jestem jakie jest Twoje zdanie.

.

PODOBA CI SIĘ TEN TEKST?
okladka_zielone_koktajle

Soylent to nie jedyny napój o tak znakomitych właściwościach. Zielone koktajle, wykonane z naturalnych warzyw i owoców są równie niesamowite. Są prostym sposobem na to, aby przemycić do diety dużo wartości odżywczych, zielonych liści i pełnowartościowych kalorii. Jeżeli interesuje Cię zdrowe odżywianie to zapraszamy do zapoznania się z naszym e-bookiem
SEKRETY ZIELONYCH KOKTAJLI.

Piszemy w nim:
* dlaczego warto pić zielone koktajle,
* jak je najlepiej przygotować,
* jak zabrać je ze sobą do pracy lub na trening,
* jak przekonać małe dzieci do picia zielonych koktajli.

Pobierz darmowy fragment na stronie książki.

.

Źródła

5 Responses

  1. AgaP

    Kompletnie do mnie nie przemawia ten produkt. Nie wyobrażam sobie jedzenia/picia butelki rozrobionego chemicznego proszku zamiast dajmy na to zupy i drugiego dania:) Wołałabym do domowników- dzieci obiadek, mamusia zrobiła dzisiaj proszek z wodą 😀 Jedzenie trzeba zrobić, przygotować, poświecić czas – bo o to w tym chodzi, tak powinno być. Można sobie coś tam wypić jako uzupełnienie diety ale tak na co dzień? Można poszukiwać cudownych rozwiązań na bolączki świata ale myślę, że nie tędy droga. Artykuł fajny.

    Odpowiedz
    • Tomek Pabich
      Tomek Pabich

      Produkt jest kontrowersyjny, zgadza się. Mnie najbardziej interesuje sama idea: czy da się żyć w taki sposób? Czy natura na to pozwoli? :)

      Odpowiedz
    • Marysia Pabich
      Marysia Pabich

      Ja się zgadzam z Aga :) Myślę, że jedzenie bardzo zbliża ludzi i ten aspekt będzie zawsze bardzo ważny. Mam nadzieję, że ludzie nigdy nie będą aż tak zabiegani i zapracowani, aby o tym zapomnieć.

      Odpowiedz
      • ewczaa

        Zgadzam sie calkowicie w kwestii posilku z rodzina, ale zastapienie smieciowego, fast-foodowego obiadu w pracy takim napojem mogloby byc ciekawym rozwiazaniem.
        Podobala mi sie relacja Roba, napewno jest to idea ktora warto sledzic.
        ciekawy artykul! :)

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *