Relacja z wyjazdu na zawody – Wulkanalia 2014

Na stronie jakzdrowozyc.pl promujemy aktywny tryb życia i oczywiście sami staramy się tak żyć. Dlatego też systematycznie biegamy, gramy w piłkę, jeździmy na nartach, pływamy, uprawiamy jogę, jeździmy na rowerach i tak dalej. Jeśli coś ma związek z ruchem i wpasowuje się w nasz harmonogram, to się zapisujemy bez wahania. Oczywiście pierwszeństwo zawsze ma nasz ulubiony sport, czyli orientacja.W kategorii Ruch będziemy prezentować nie tylko artykuły tematyki ogólnej, ale także relacje z ciekawszych imprez i wyjazdów sportowych. Miłej lektury :)
Kolejny biegowy weekend za nami! Sezon zaczyna rozkwitać, więc nie mogło nas zabraknąć na pierwszej 3-dniówce, organizowanej w okolicach Bolesławca. Mowa, rzecz jasna, o Wulkanaliach. W planach były 3 biegi – średni dystans, klasyk i sprint. Tym razem nie nastawiałem się na walkę z Tomaszem. Tym razem mierzyłem w podium. Założenie dość ambitne, ale patrząc na listę startową wydawało mi się realne. Już nie mogłem się doczekać, aby sprawdzić się w końcu w lesie z kimś spoza naszego województwa. Niestety Mery nie mogła biegać ze względu na kontuzję, więc towarzyszyła nam tylko jako kibic.

 

Jak na złość, ktoś rzucił na nas pogodową klątwę. Wyjeżdżając z Pabianic w piątek rano jeszcze świeciło słońce. Po dojechaniu do centrum zawodów padał deszcz i temperatura spadła do poziomu 8-9 stopni. Bieda, ale pozostało nam żywić nadzieję, że zmotywuje nas to do szybszego biegu. Po dobrej rozgrzewce, pełen werwy ruszyłem na trasę. Czujny początek szedł mi jak z płatka ale na punkcie numer 10 koncertowo pokpiłem sprawę. Wpadłem w jakieś choinki i przeklinałem na czym świat stoi. W końcu udało mi się znaleźć drogę do punktu, ale i tak zaliczyłem ponad 3 minutowy błąd. Następny kawałek trasy prowadził wokół wygasłego stożka wulkanicznego, gdzie praktycznie wszyscy robili błędy. Na całej trasie towarzyszyły nam jeżyny, które skutecznie uprzykrzały bieg. No ale jak wiadomo: „Nogi są po to aby krwawiły”. Po ogłoszeniu wyników byłem wielce zaskoczony, że zająłem 3 miejsce. Widocznie każdy przeżywał problemy na trasie na swój własny sposób. Wspomniałbym w tym miejscu o tym jak poszło Tomkowi, gdyby nie to, że wziął złą mapę. Zamiast męskiej elity, pobiegł w kategorii M20/21. Grats!

 

Sobota przywitała nas mżawką i temperaturą na poziomie 5 stopni. A miało być 15! Czułem się taki oszukany przez prognozę pogody.. A czekał na nas klasyk, z dystansem 11,8 km. Nakręciłem się straszliwie i w planach miałem po raz kolejny atakować podium. W związku z dużą dysproporcją, która zrodziła się przez zimę, między mną a bratem zrobiliśmy zakład. Dałem mu 18 i pół minuty handicapu. Ustaliliśmy stawkę w wysokości jednego piwa i uścisnęliśmy sobie dłonie na znak przypieczętowania umowy. Bieg zacząłem spokojnie. Nie chciałem przesadzać z tempem, żeby później nie zdychać. Około połowy poczułem pierwsze oznaki zmęczenia ale nadal bieg był dość czysty. Tempo było zadowalające, więc chciałem ten stan rzeczy utrzymać do końca trasy. Gdyby nie sama końcówka, pewnie by mi się to udało. Z ostatnich czterech punktów zrobiłem błędy na trzy z nich, tracąc tym samym podium. Już myślami byłem na mecie, a jak dodałem do tego jeszcze zmęczenie, okazało się to prostą drogą do przegranej. Mimo wszystko byłem z biegu zadowolony. Udało się pobiec w 70 minut tracąc do zwycięzcy 4:36 a do podium 1:33. Tomasza ograłem na 24 minuty, tym samym wygrywając zakład! W łącznej klasyfikacji spadłem na 5 miejsce ale straty były niewielkie. Do czwartego traciłem 25 sekund a do trzeciego miejsca 1:25. Wszystko zależało od niedzielnego sprintu na zamku Grodziec.

 

Zamek okazał się jednym z najpiękniejszych na jakich kiedykolwiek byłem. To prawdziwa perełka okolicy i każdemu polecam odwiedzić to miejsce. Na szczególną uwagę zasługuje duża przestrzeń udostępniona do zwiedzania. No i nie ma takich tłumów jak na Jurze. Sam bieg w zasadzie bez większej historii. Miałem problemy aby wczytać się w mapę z niespotykaną skalą – 1:1000. Prosto mówiąc, 1 centymetr na mapie oznaczał 10 metrów w terenie więc wszystko działo się bardzo szybko. Nie mogłem nadążyć z szybkim orientowaniem, na czym oczywiście ucierpiało tempo biegu. W klasyfikacji generalnej skończyłem ostatecznie czwarty, tracąc do podium jedynie 16 sekund! Tak bliski wykonania planu.. ale jednak nie udało się. Mimo wszystko jestem zadowolony ze swojego występu. Zobaczyłem, że jestem w stanie nawiązać walkę i w tym sezonie nie będę kolejnym chłopcem do bicia. Tomasz po raz kolejny pokazał klasę i z wielkim wyrafinowaniem ominął jeden punkt, co zagwarantowało mu nieklasyfikowanie.

 

Słowa uznania kieruję do zespołu organizacyjnego Wulkanaliów. Mimo, że nie obyło się bez kilku wpadek, całość na pewno wypadła korzystnie. Na uwagę zasługuje fakt, że w zespole była praktycznie sama młodzież, koordynowana przez Pana Pachnika. Nie jest łatwo zrobić zawody, a tym bardziej zawody 3 dniowe, ale to była kolejna udana próba!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *