Zdrowe odżywianie to przedkładanie długoterminowych korzyści ponad krótkoterminowe przyjemności

1

Zaczęło się kilka dni temu lekką gorączką. Hanka dawno nie miała gorączki (ponad rok). Przechodziła tylko sporadyczne, lekkie infekcje dróg oddechowych, z których wychodziła samodzielnie, bez leków. Tym razem jednak było inaczej. Nie zaczęło się katarem i kaszlem, ale właśnie gorączką. Pomyśleliśmy, że to pewnie „trzydniówka”, ale gorączka nie ustępowała. Wręcz przeciwnie, po trzech dniach zaczęła się nasilać. Po 6 dniach byliśmy już w szpitalu.

.

Skierowanie dostaliśmy z prostego powodu: pani doktor z przychodni nie wiedziała co Hance dolega, co jest przyczyną gorączki, w związku z tym nie wiedziała czym ją leczyć. Spodziewaliśmy się tego, że jeśli wyniki badania krwi i moczu nie wykażą nic ciekawego, to kolejnym przystankiem będzie szpital. Powiem nawet, że miałem nadzieję na skierowanie do szpitala. Taki stan rzeczy nie mógł się dłużej utrzymywać. Temperatury dochodziły do 40 stopni, a Hanka prawie nic nie jadła od dobrych kilku dni. Szpitale są od tego, aby w tych trudnych przypadkach dokonać diagnozy i zastosować odpowiednią ścieżkę leczenia, na co bardzo liczyłem.

Ten artykuł nie jest jednak o tym jak działają szpitale, czy jakie jedzenie jest w nich serwowane (choć może ten temat akurat zasługuje, by go potraktować osobno). Ten artykuł jest o równowadze, o prawdopodobieństwie i o myśleniu długoterminowym.

.

Odżywiał się zdrowo, a i tak zachorował!

Rozmawiając ze znajomymi na temat właściwej diety często spotykam się ze sceptycyzmem skierowanym w stronę naszej diety roślinnej. Najczęściej słyszane hasła to: „Na coś trzeba umrzeć” (gdy opowiadamy jakie choroby powoduje jedzenie białka zwierzęcego), „Jem to, czego mój organizm potrzebuje” (w sensie to, na co się ma ochotę) i moje ulubione: „Ale będą jaja, jak sam umrzesz na raka„.
Oczywiście nie odbieram tego jako życzenie mi przedwczesnej śmierci, bo wiem że nie taki jest wydźwięk tych słów. Odbieram to jako wątpliwość i brak wiary w to, że to co jemy faktycznie ma wpływ na to jak, i na co umrzemy.

Hanki choroba i pobyt w szpitalu skojarzyły mi się właśnie z tymi sytuacjami. Z jednej strony piszemy Ci o zdrowej diecie zapobiegającej chorobom, a z drugiej strony nasza córka zalicza szpital z powodu poważnej, kilkudniowej gorączki. Czy to nie budzi Twoich wątpliwości? Jeżeli budzi, to musisz koniecznie czytać dalej, ponieważ to oznacza, że źle rozumiesz to, co staramy się Tobie i wszystkim innym czytelnikom przekazać.

.

Właściwa dieta nie daje nieśmiertelności

Podkreślałem już to wiele razy w swoich artykułach, ale dziś napiszę o tym jeszcze raz. Dieta nie jest lekarstwem na wszystko. Nie ma cudownego leku, który sprawia, że będziesz nieśmiertelna(y). Niezmiennie poruszamy się tutaj w zakresie prawdopodobieństwa, czyli szansy na wystąpienie jakiegoś konkretnego zjawiska, czy wydarzenia, w tym przypadku choroby. Nawiązując do ostatniego cytatu, tego w którym „będą jaja”, jak umrę na raka: owszem, to jest możliwe. Dieta roślinna nie eliminuje całkowicie nowotworów. Utrudnia jedynie (i aż!) rozwój komórek rakowych w naszym organizmie. Rośliny to nie jest nieprzenikniona tarcza, która mnie zawsze ochroni. To bardziej filtr, który zatrzymuje większość szkodliwego syfu. W niektórych przypadkach faktycznie udowodniono, że dieta oparta w całości o rośliny kompletnie eliminuje chorobę (w przypadku chorób układu krążenia udowodniono, że potrafi ją nawet cofać!), ale w wielu przypadkach wykazano, że „jedynie” zmniejsza szansę na ich wystąpienie. Nie mam złudzeń i liczę się z tym, że nie jestem bezpieczny. Liczę się z tym, że „będą jaja”.

Dlaczego w takim razie odżywiam się roślinami? Ponieważ wolę chorować rzadziej niż częściej i ponieważ wolę mieć większe szanse na uniknięcie pewnych chorób przewlekłych, niż pozostali. Z tego samego powodu zdecydowaliśmy się na pobranie i przechowywanie komórek macierzystych. Jeśli mogę dać mojemu dziecku szansę na pokonanie groźnej, śmiertelnej choroby (jak na przykład białaczka), to skorzystam z niej, nawet jeśli ta szansa jest bardzo mała.

Z Hanką jest tak samo. Mimo iż pilnujemy, aby odżywiała się zdrowo, to wciąż liczymy się z tym, że choroby będą się pojawiać. Ważne jest to, że ich częstotliwość spada (tak jak pisałem, poprzednio Hania miała gorączkę ponad rok temu) i to nas mobilizuje do tego, aby diety nie zmieniać i utwierdza nas w przekonaniu, że droga, którą podążamy, jest słuszna.

Moim zdaniem dieta i leki się nie wykluczają, one się uzupełniają. Różnica jest taka, że leki leczą skutki choroby, a dieta chorobom zapobiega. Im mniejsza szansa na wystąpienie choroby, tym mniej leków. Im większa szansa na wystąpienie choroby, tym więcej leków. Możesz więc zaniedbywać dietę i zasypywać dziury lekami i suplementami diety, albo możesz odżywiać się zdrowo, a z dobrodziejstw współczesnej medycyny korzystać sporadycznie.

Myślę, że doskonale wiesz, iż lepiej zapobiegać niż leczyć, ale coś czuję, że nie zaszkodzi Ci przypomnieć… :)

.

Kilka gorzkich słów, dla otrzeźwienia

Przy okazji rozprawię się też z pozostałymi dwoma cytatami.

„Na coś trzeba umrzeć”, powiadasz?
Dlaczego w takim razie nie zjadasz na śniadanie azbestu i nie popijasz cyjankiem? Dlaczego nie zbierasz trujacych grzybów? Dlaczego wychodząc do sklepu nie skaczesz z dziesiątego piętra na dół? Byłoby szybciej niż windą, serio. Zgaduję, że odpowiedź na te pytania jest taka, że nie chcesz umrzeć, przynajmniej przedwcześnie. Dlaczego w takim razie odżywiasz się na co dzień w sposób, który nie daje Ci największych szans na jak najdłuższe i wolne od chorób życie? Wyczuwam tutaj ewidentny brak konsekwencji. Rozumiałbym, gdyby zmiana diety była czymś trudnym, wymagającym dużego wysiłku i zachodu, ale tak nie jest. Wiem, że nie powinienem tak pisać, ale uwierz mi: to jest dużo prostsze, niż Ci się wydaje. Tak samo jak ze wszystkim – najtrudniej jest zacząć.

„Jem to, czego mój organizm potrzebuje”, powiadasz?
Czy na pewno wiesz czego Twój organizm potrzebuje? Czy wiesz jak działa mózg i co to jest siła przyzwyczajenia, co to jest uzależnienie? Czy człowiek uzależniony od alkoholu, sięgający po kolejną butelkę, pije to, czego jego organizm potrzebuje? Czy wiesz, że cukier uzależnia? Czy wiesz, że jedząc codziennie mięso przyzwyczajasz się do smaku i tekstury, przez co przy kolejnych posiłkach Twój umysł spodziewa się, że mięso znów pojawi się na talerzu? Kiedyś też czułem, że mój organizm chce jeść mięso. Jadłem je przez 30 lat. Dziś już tej potrzeby nie czuję, bo od mięsa się odzwyczaiłem. Powiem nawet, że stoiska w marketach z fragmentami mięśni i tłuszczu omijam z lekkim niesmakiem, a za to dużo czasu spędzam w alejkach z owocami i warzywami. Mięso przestało być dla mnie atrakcyjne. Puentując: to co mózg Ci podpowiada i to czego Twój organizm potrzebuje, to nie zawsze dwie i te same rzeczy. Każdego zachęcam, aby poczytał i się odrobinę douczył. Nie mówię, aby poświęcać na to długie godziny, ale chociaż 5-10 minut dziennie. Jesteś to sobie winien, czytelniku. Nikt o Ciebie nie zadba, jeśli Ty tego nie zrobisz. No chyba że taka wspaniała żona jak moja :)

.

Myśl długoterminowo

Natura obdarzyła mnie zdolnością myślenia długoterminowego, za co jestem wdzięczny. Dzięki temu potrafię dostrzec oczywiste dla mnie korzyści, płynące z diety roślinnej. Potrafię ocenić szanse i zagrożenia i przedłożyć długoterminowe korzyści ponad krótkoterminowe przyjemności. Z tego co mi wiadomo, jestem zwyczajnym człowiekiem, co oznacza, że Ty również to potrafisz. Pytanie więc jest tylko takie: czy to robisz?

Czy myślisz długoterminowo?

.

 

PODOBA CI SIĘ TEN TEKST?
okladka_zielone_koktajle

Jeżeli interesuje Cię zdrowe odżywianie to zapraszamy do zapoznania się z naszym e-bookiem
SEKRETY ZIELONYCH KOKTAJLI.

Piszemy w nim:
* dlaczego warto pić zielone koktajle,
* jak je najlepiej przygotować,
* jak zabrać je ze sobą do pracy lub na trening,
* jak przekonać małe dzieci do picia zielonych koktajli.

Przeczytaj więcej na stronie książki.

.

One Response

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *