Jesteś najlepszą mamą na świecie, gdybyś tylko nie była dietetyczką…
Takie słowa usłyszałam kiedyś od mojej córki.
Bo widzisz, córka dietetyczki, jest normalnym dzieckiem. Lubi lody, arbuza, kinderbueno.
Lubi truskawki, ale tylko te Hiszpańskie, albo niedojrzałe.
Zje banana, ale tylko jak jest bardzo głodna.
Nie lubi sałatek z majonezem (ale już bez majonezu zje).
Nie lubi cukinii, ale pokrojoną w makaron lubi.
Nie lubi dyni, ale prawie co tydzień je w plackach albo gofrach.
Mówi, że szparagi są niedobre, ale smażone wyjada z naszych talerzy.
Innym razem (miała może 5-6 lat) zadzwoniła do mnie od babci i spytała: Mamo, co mogę zjeść zdrowego, bo babcia mi daje ciągle kanapki.
A gdy skończyła się jej impreza na 14 urodziny, powiedziała: Mamusiu, zrobisz mi kanapkę z pomidorem, już nie mogę patrzeć na te słodycze.
Po takich słowach wiem, że to co robię ma sens. Że nawet jeśli moja córka czasami denerwuje się, że jej mama jest dietetyczką, to jednocześnie widzi i rozumie, że zdrowe jedzenie jest nie tylko zdrowe, ale też SMACZNE i nawet można za nim zatęsknić.
Niektóre produkty polubiła od razu. Ale wprowadzenie innych wymagało sporo pracy.
Najdłużej (bo 3 sezony, czyli 3 lata) zajęła nam nauka jedzenia szparagów.
Pieczarki weszły bardzo szybko, ale za chwilę znowu były na NIE.
Gotowana marchewka od “nie zjem nigdy” doszła do “w małej ilości, jak już jest w zupie to zjem”.
Łosoś długo był na NIE, a potem nagle jest na duże TAK. Podobnie suszone pomidory.
A mój ulubiony hummus cały czas to mocne NIE i już przestałam próbować.
Do wprowadzania wszystkich tych produktów używałam tych samych strategii, słów i metod.
Tych samych strategii, których uczę moje klientki na indywidualnych konsultacjach.
Tych samych, które teraz zebrałam w Warzywnej Przygodzie i udostępniam za ułamek ceny konsultacji.
💚 Tych samych, które mogą pomóc Twojej rodzinie, jeśli tylko spróbujesz >>
💚Tych samych, które czekają TUTAJ (kliknij) >>
Ściskam,
Maria Pabich

