Gdy byłam nastolatką, na tematy związane z odżywianiem trafiałam w gazetkach typu Brawo Girl.
Zaraz obok mody na lato, fryzur z długich włosów i plotek ze świata aktorów i piosenkarzy, pojawiały się ćwiczenia na płaski brzuch i przepisy wspierające odchudzanie.
Nic dziwnego, że zdrowe odżywianie kojarzyło mi się tylko z wyglądem.
A gdy przychodził mój tata i mówił “znowu czytasz te głupoty, lepiej byś się pouczyła”, to wyrobiłam sobie przekonanie, że (nadmierne) dbanie o wygląd to próżność i głupota.
Ludzie są albo mądrzy, albo ładni (znaczy umalowani, ufarbowani, ze zrobionymi paznokciami) – nie byłam tego świadoma, ale miałam takie przekonanie.
Dzięki temu nigdy nie poszłam w żadne drastyczne diety, liczenie kalorii, głodówki i bardzo dobrze.
Ale jednocześnie nie rozumiałam, że odżywianie to DUŻO więcej niż dbanie o wygląd.
W moich gazetkach były artykuły “jak schudnąć do wakacji”, “co jeść żeby mieć ładne włosy”. Rozumiesz? Głupoty.
Czy moi rodzice mogli mnie nauczyć, jak wielką moc ma odżywianie?
Myślę, że NIE. Bo też nie mieli tej świadomości. Gdy byłam mała jedzenie było na kartki! Jadło się to, co było. Ja umiem zjeść kostkę czekolady i resztę zostawić na kolejne dni, bo tak było w moim dzieciństwie. A później, gdy w sklepach pojawiło się więcej mięsa i słodyczy, wszyscy się tym zachwycili i zaczęli korzystać.
Oczywiście, rodzicie mówili mi, że warzywa są zdrowe i mają witaminy. Możesz też to mówisz swoim dzieciom?
Ale czy one umieją to sobie wyobrazić? Czy to je motywuje do lepszych wyborów? A Ciebie motywuje?
Ja musiałam przejść przez kilkanaście miesięcy ciągłych infekcji Hani i moich, przez niezliczoną ilość antybiotyków i 2 pobyty w szpitalu, żeby zacząć czytać i myśleć o odżywianiu.
A gdyśmy na co dzień mieli kontakt z informacjami, że dieta może nie tylko zmniejszyć ryzyko chorób serca, ale nawet je cofnąć. Wyleczyć!
Że to co jemy może znacząco obniżyć ryzyko chorób nowotworowych.
Że prawidłowa masa ciała, to nie tylko wygląd, ale przede wszystkim ZDROWIE, brak chorób cywilizacyjnych (cukrzycy, chorób serca) i aktywne, samodzielne życie do końca.
Że dziecko nie musi ciągle chorować w żłobku. A dieta wspierająca mikrobiom buduje fundament zdrowia na całe życie.
Gdybym słyszała to każdego dnia, zamiast “znowu czytasz te głupoty”, to pewnie zainteresowałabym się tym tematem szybciej. 10 lat szybciej, 20 lat szybciej…
Wiem jedno. Przedszkole, szkoła nie nauczą naszych dzieci zdrowo jeść. Koledzy też tego nie zrobią. A już na pewno nie promocje w Żabce i Biedronce.
Tylko my, rodzicie możemy to zrobić.
Ale najpierw sami potrzebujemy mieć tą świadomość, aby móc przekazać ją dzieciom.
Chcę Cię poprowadzić tą drogą.
Koniec z zastanawianiem się czy dziecko je wszystko czego potrzebuje i mętlikiem w głowie.
Koniec z nieruszonymi warzywami, które wracają do lodówki.
Koniec z ciągłymi infekcjami i katarem z przedszkola.
Tu znajdziesz wszystko czego potrzebujesz >>
A najlepsze jest to, że sposób odżywiania, który leczy choroby serca, obniża ryzyko nowotworów, jest tym samym, który wzmacnia odporność dzieci.
Ten sam sposób odżywiania wzmacnia też włosy, paznokcie, dba o cerę i pomaga schudnąć.
Nie musisz wybierać! Wierzę, że organizm to całość. Dbając o niego całościowo, masz wpływ na każdy element.
Zacznij, żeby wzmocnić odporność dziecka, a zadbasz też o wszystko inne.

