Najbardziej magiczne chwile w życiu – historie dwóch kobiet

1

Nieraz już namawialiśmy naszych czytelników do medytacji, pisaliśmy o tym jak zacząć medytować, w jakiej pozycji, oraz dlaczego warto to robić. Tym razem zdecydowałam się opisać swoje doświadczenia z medytacją i wizualizacją, poprosiłam o to również Martę (moją szwagierkę), współautorkę bloga okrokdalej.pl. Obie dzięki medytacji przeżyłyśmy coś niezwykłego, były to zupełnie różne odczucia, doszłyśmy do nich różnymi drogami, ale z pewnością na długo będziemy je pamiętać. Dla nas to obu była magia.

Zaczniemy od wspomnień Marty…

.

Marta

medytacjaPodczas podróży do Azji, zdecydowałam się na udział w 10-cio dniowej medytacji w Suan Mokkh w Tajlandii. Przez 10 dni byłam odizolowana od świata zewnętrznego, zamknięta w klasztorze mnichów i żyłam według ustalonego przez nich rytmu dnia. Dwa posiłki dziennie, pobudka o 4 rano, codzienna joga i kilka sesji medytacji stały się moją codziennością. Może to brzmi strasznie, ale wcale tak nie było! Te 10 dni były jednymi z najlepszych jakie przeżyłam podczas 5-cio miesięcznej podróży po Azji. A dlaczego? Bo przez te 10 dni odkryłam siebie na nowo. Te 10 dni dały mi spokój i radość! W słowach to może brzmieć banalnie, to trzeba przeżyć!

Piątego dnia nie zapomnę do końca życia. Tego dnia uśmiech nawet na minutę mnie nie opuścił. Myśli dotyczące przeszłości i przyszłości odpłynęły gdzieś naprawdę daleko, bo większość dnia byłam tu i teraz. Dosłownie poczułam się jakbym nagle obudziła się, z wiecznie trwającego półsnu. Wszystko było bardzo wyraziste. Zmysły jakby wyostrzone. Było to prawdziwe wyzwolenie.

Na co dzień jestem osobą roztrzepaną, wiecznie się stresującą, przeżywającą każdą błahostkę i martwiącą się o każdego i wszystko. Nie potrafiącą cieszyć się z codzienności. Przez te dziesięć dni wyciszyłam swoje biegające myśli, nauczyłam się skupiać na teraźniejszości, bardzo się odstresowałam i nauczyłam się jak radzić sobie ze stresem. Moje ciało i umysł się rozluźniły. Medytacja jest świetnym ćwiczeniem dla naszego umysłu. Jeden z uczestników swój pobyt podsumował tak: „Te 10 dni to jak 3 letnia terapia u psychologa! Ten sam efekt!” Uważam, że trafił w sedno sprawy :)

Więcej o udziale Marty i jej męża 10-cio dniowej medytacji możesz przeczytać na ich stronie:
http://okrokdalej.pl/zycie-ascety-czyli-10-dni-medytacji-w-suan-mokkh-czesc-i/
http://okrokdalej.pl/zycie-ascety-czyli-10-dni-medytacji-w-suan-mokkh-czesc-ii/

.

Marysia

DSC04038Za namową Mariusza (brata mojego męża, a jednocześnie męża Marty) zaczęłam medytować już kilka lat temu. Przez kilka tygodni medytacji nie wydarzyło się nic spektakularnego, nie zauważyłam różnicy w swoim samopoczuciu i powoli zniechęcałam się do medytacji, znajdując wymówki by tego nie robić. „Brak czasu”, szybko wyszedł na prowadzanie w rankingu wymówek i medytacja poszła w odstawkę. Kilka razy próbowałam do niej wrócić, ale były to tylko krótkie epizody. Pewnie tak by zostało gdybym nie poznały Izy Bielnickiej, mojej nauczycielki jogi z Femijoga.

Każde zajęcia zaczynały i kończyły się 15 minutową medytacją, często prowadzoną głosem Izy. Czasem tylko skupiałyśmy się na oddechu, a czasem Iza pomagała nam wyczarować w wyobraźni różne kolory i wizje. Zajęcia z Izą spodobały mi się na tyle, że postanowiłam wziąć udział w warsztatach o czakrach. Nie bardzo wiedziałam co to są czakry, ani co będziemy robić na tych dwudniowych zajęciach, pojechałam tam aby przeżyć przygodę i doświadczyć czegoś coś nowego. Jednym spośród wielu ćwiczeń była medytacja z wizualizacją i właśnie wtedy stało się coś czego zupełnie się nie spodziewałam…

Kierowana głosem Izy stałam się DRZEWEM. Całą sobą czułam, że jestem drzewem, miałam korzenie, gałęzie i liście, które kołysały się na wietrze. Zniknęły wszystkie problemy i zmartwienia, czułam się tak dobrze, że nie chciałam przerywać tego doświadczenia. Nie potrafię dokładnie opisać tego uczucia, ale czasem czuję się podobnie oglądając film w kinie lub czytając książkę, której poświęcam dużo uwagi, tak jakbym sama przenosiła się do tego fikcyjnego świata. Tym razem jednak to uczucie było dużo silniejsze i czułam je całą sobą. Tak jakbym ktoś za pomocą magii zamienił mnie w drzewo. Czułam na sobie promienie słońca i wiatr.

Jakiś czas później wzięłam udział w kolejnym kursie Izy „Kobieta uskrzydlona szczęściem”. Wśród zadań jakie miałam do wykonania, była medytacja otwierające serce. Wykonałam ją wieczorem, nie poczułam nic nadzwyczajnego i normalnie położyłam się spać. Tym razem medytacja miała wpływ na mój sen. Śniło mi się, że jestem bezgranicznie zakochana, moim wybrankiem był mój mąż, ale w śnie nie mogłam z nim być, bo miałam już innego męża (nie wiem zupełnie kto nim był). Sen trochę dziwny, ale uczucie zakochania było bardzo, bardzo mocne. Po prawie 12 latach małżeństwa zapomniałam już, że miłość może mieć tak intensywny odcień. Cudownie było poczuć to jeszcze raz.

To były dwa najmocniejsze doświadczenia związane z medytacją, jakie przeżyłam do tej pory. Czuję jednak, że powoli ma ona realny wpływ również na codzienne aspekty mojego życia. Polubiłam medytacje prowadzone głosem Izy i robię je prawie codziennie. Jeśli również masz ochotę spróbować medytacji z Izą, zajrzyj tutaj. Izę możesz poznać lepiej zaglądając na jej stronę Femijoga.pl lub profil na FB.

Jeśli chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami z medytacją, zostaw nam komentarz :)

One Response

  1. Opieka

    Medytacja działa odprężająco i oczyszczająco. Uwalnia nas od wielu dolegliwości, zarówno fizycznych, jak i duchowych. Polecam każdemu!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *